
Tak jak sama opalenizna jest bardzo przyjemna dla oka, tak opalanie może być przyjemne tylko wtedy, kiedy nie doprowadzimy do poparzenia, wywołanego przedawkowaniem promieni ultrafioletowych. Z jednej strony nasz organizm wyposażony jest w samoistny układ alarmowy, objawiający się zaczerwienieniem i bólem oraz podwyższeniem temperatury poparzonego miejsca, z drugiej strony - jego niedoskonałość polega na pewnego rodzaju opóźnieniu procesów zachodzących w skórze. Gdy zaczynamy czuć, jest już z reguły za późno i znaczy to, że przedawkowanie miało miejsce.
Wracając do sygnałów ostrzegawczych naszego organizmu - wszystko ma swoje znaczenie. W rzeczywistości, jeśli będziemy świadomym odbiorcą całego zjawiska, po pierwszym sygnale przestaniemy się opalać i odczekamy cierpliwie z opalaniem, aż sygnał przestanie działać, zaczerwienienie i temperatura zniknie, a o bólu nie będziemy już pamiętać. To właśnie będzie czas, o który organizm nas prosił, wysyłając sygnały ostrzegawcze. Samoistna akcja naprawczo-regeneracyjna polega na odtworzeniu zniszczonych komórek wraz z ich prawidłowym kodem genetycznym. Jeśli więc podczas tej akcji naprawczej poddamy skórę kolejnemu atakowi promieni UV, to sami będziemy sobie winni i tylko do siebie - jako samobójców - powinniśmy mieć w przyszłości pretensje. Tak więc w żadnym wypadku nie możemy opalać się następnego dnia ani nawet w kilku następnych dniach po poparzeniu. Aby po raz kolejny wyjść na słońce lub odwiedzić salon solaryjny, musimy bezwzględnie dać skórze czas do całkowitej regeneracji i odpoczynku. Po lekkim poparzeniu są to zazwyczaj 2-3 dni, po większym - nawet tydzień.
Aby nie doprowadzać do udarów, warto obserwować dokładnie swoją skórę i reakcje, a także być świadomym tego, ile promieni możemy zaabsorbować i kiedy powinniśmy bezwzględnie zejść z plaży. W trakcie opalania na plaży powinniśmy robić przerwy. Jeśli pomimo zejścia w cień lub ochłodzenia ciała w wodzie nasza skóra pozostaje nadal bardzo gorąca, to znak, że zaabsorbowała już większą ilość promieni, niż mogła znieść. To zdecydowany znak, by przerwać opalanie i udać się w całkowity cień. Zejście pod parasol na plaży nie wystarczy, ponieważ trafia tam nawet do 50% promieni odbitych przez piasek oraz te, które zdołały przejść przez materiał. Wejście do wody jest również zgubnym rozwiązaniem, ponieważ woda nie chroni nas przed promieniami ultrafioletowymi, a wręcz przeciwnie - przez odbicia od jej lustra potęguje ich działanie. Dlatego tak dobrze i szybko opalamy się pływając na materacu.