opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

Gazetka konsumenta SKARB – sieci drogerii ROSSMAN – donosi:

Dermatolodzy biją na alarm, liczba zgonów spowodowanych najbardziej złośliwym nowotworem skóry – czerniakiem – rośnie lawinowo. Z roku na rok z jego powodu umiera coraz więcej chorych. I choć dotąd rak skóry był uważany za chorobę ludzi starszych, dziś czerniak zbiera żniwo wśród młodych pacjentów.

 

W tym punkcie można się z postawioną tezą zgodzić. Statystycznie liczba ludzi umierających z powodu chorób nowotworowych rośnie. I przyczyn tego jest bardzo wiele, jednak, niestety, to nie solarium jest główną z nich. Faktem jest, że nadmierne opalanie się powoduje przedwczesne starzenie się skóry, że nadmiar UV może być przyczyną groźnych poparzeń, a poparzenia wtórne mogą być jednym z powodów zmian genetycznych i prowadzić do choroby nowotworowej. Niestety, takich słów w tej publikacji nie można znaleźć. Nie można doszukać się też innych, mówiących o bardzo ważnych pozytywnych aspektach opalania się. Jest za to ogrom niedorzeczności i rażący brak wiedzy na temat, który został poruszony.


RAK Z SOLARIUM?


Gdyby nie tytuł tego złośliwego artykułu, opublikowanego na łamach gazetki konsumenta SKARB należącej do niemieckiej sieci drogerii ROSSMAN, nie zwróciłbym na niego zbytnio uwagi. Jednak intencje autora publikacji, już po lekturze samego tytułu były od początku jasne. Czytając dalej, miałem jednak nadzieję, że przeczytam choćby jedno zdanie na temat niepokojącego naukowców z całego świata niedoboru witaminy D3, prowadzącego do powstawania chorób nowotworowych. Problemem tym zajmują się od lat najważniejsze ośrodki walki z rakiem i stanowi on temat międzynarodowych kongresów zajmujących się tematyką zapobiegania chorobom nowotworowym. Niestety, nie znalazłem w tej publikacji nic na ten temat ani również głównego przesłania Fridricha Wolffa, założyciela jednych z pierwszych Instytutów Fotobiologii oraz twórcy urządzenia opalającego. Opracowując technologię sztucznego nasłoneczniania skupiał się na biopozytywnych aspektach opalania. Przekazał światu już 30 lat temu urządzenie nadające się – jak widać w świetle dzisiejszej nauki – nie tylko do wytwarzania brązu, ale również do walki z rakiem.

W zamian za to przeczytałem już w tytule brzmiący „Rak z solarium” całą masę niedorzeczności na temat słońca i solarium, które nijak nie mają się do wiedzy na temat opalania i obecnej wiedzy na temat nowotworów. Ponieważ zajmuję się tematyką słońca i nasłoneczniania od ponad 15 lat, nie mogłem po lekturze tej publikacji pozostać obojętny.


Już w pierwszym akapicie czytamy:

 

„Pędzisz więc do solarium, gdzie w kwadrans uzyskasz brązowozłoty kolor.”


Jeśli ktoś pisze coś na temat opalania i podaje się za eksperta, powinien wiedzieć, że w kwadrans nie ma fizycznej możliwości uzyskania opalenizny. Proces opalania to proces wielodniowy, długotrwały i zależny od genetycznie uwarunkowanych procesów melanogenezy. Zamiast spełnić swój obowiązek i wytłumaczyć czytelnikom, na czym polega cały proces opalania wraz z procesami mu towarzyszącymi, i jak niebezpieczne może być przedawkowanie UV, autor publikacji, ośmieszając zarówno samego siebie, jak i całą swą redakcję, woli wyżyć się po prostu na wszystkich tych, którzy chodzą do solarium. W zamian oferuje im krem i chusteczki samoopolające SunOzon, które chyba „nieprzypadkowo” znalazły się jako reklama towarzysząca tej publikacji o „zabójczym” solarium. Czy faktycznie chusteczki te mogą opalać?


Skąd bierze się opalenizna?


Wydawać by się mogło, że to do końca niezbadane zjawisko. Jeśli czyjaś wiedza nie ogranicza się do tego, co przeczyta w gazecie konsumenta firmy Rossman, to trafi on z pewnością na bardziej naukową i rzetelną publikację na temat roli witaminy D w ewolucji człowieka. Autorem jej jest znany w naszym kraju dr hab. Jacek Łukaszkiewicz współpracujący z Akademią Medyczną w Warszawie. Może mówiąc o ewolucji, warto zapytać, jak to się stało, że człowiek mógł żyć poza środowiskiem wodnym, w którym zaczynało się życie na naszej planecie? Jak natura poradziła sobie z budową naszego układu kostnego bez wapnia pobieranego z wody? I jaką rolę w tejże ewolucji odegrały promienie ultrafioletowe?


Bardzo kiepski akapit tego artykułu zakończony jest zdaniem: 


„(...) melanina, jako naturalny barwnik skóry, neutralizuje częściowo promienie ultrafioletowe, które są uważane za głównego winowajcę raka."

Brawo za spostrzegawczość i całkowity brak rozsądku oraz podejścia do roli ewolucji i zjawisk, jakie towarzyszyły przystosowaniu człowieka do życia na planecie Ziemia. Jeśli redakcja poczytnej gazetki konsumenckiej o nakładzie 300 tys. egz. posiłkuje się takimi tekstami, to gratulujemy poziomu merytorycznego i podrzędnej – jak widać – roli redaktora naczelnego. Jego funkcja ogranicza się chyba raczej do wyboru reklam.


Jeśli już mówimy o roli promieni ultrafioletowych, powinniśmy zacząć od tego, że bez nich nie dopasowalibyśmy się w ogóle do życia na naszej planecie. Ultrafiolet to samoistna fabryka życiodajnej witaminy D3. Jeśli chcemy temu zaprzeczać, to zaprzeczamy całej nauce o ewolucji wraz z ośmieszeniem laureatów wielu nagród, w tym Nobla, za odkrycia dotyczące biopozytywnego wpływu ultrafioletu na nasze zdrowie. Ograniczając zjawisko ekspozycji skóry na słońce do zjawiska melanogenezy, czyli powstawania brązu, ośmieszamy nie tylko naukowców, ale także samych siebie. Czy autor tej publikacji nie potrafi sam logicznie myśleć? Pisząc tak pewnie i szeroko o czymś takim, jak opalanie, powinno się posiadać trochę wiedzy na ten temat, a jeśli się jej nie ma, to – jak na dziennikarza przystało – warto poszukać sprawdzonych i rzetelnych jej źródeł. Jeden dermatolog to – moim zdaniem – trochę mało, aby stawiać takie ciężkie i – co najgorsze – niepotwierdzone przez nikogo zarzuty całej branży solaryjnej.

 

Wracając do tematu melanogenezy i jej roli w życiu człowieka… Gdyby tak było, jak autorka pisze, to dlaczego ewolucja taki nielogicznie z nas wszystkich zażartowała, pozwalając na zrzucenie futer, chroniących chyba najlepiej przed tym „diabolicznym i powodującym raka skóry” ultrafioletem? Jeśli już damy spokój futrzakom, to dlaczego – zgodnie z tą logiką – wszyscy nie należymy do rasy czarnej? Takich pytań możemy zadać autorce wiele, niestety, nie uzyskamy na nie odpowiedzi, bo źródła informacji, jakie wykorzystała przy pisaniu tego tekstu, są bardzo stronnicze i mało rzeczowe.


Odpowiedzi uzyskamy od wielu trzeźwo myślących naukowców. I będą one odchodzić wszystkie daleko od wniosków wyciąganych przez autorkę publikacji panią Beatę Pawlak, której profesji ani zadania w redakcji Skarbu, niestety, jeszcze nie znamy. Zanim napisze następną publikację dla branży kosmetycznej, zapraszamy ją jednak do lektury strony www.zdrowe-opalanie.pl, a w szczególności działu dotyczącego witaminy D3 i wszystkich zjawisk towarzyszących opalaniu się. Pani Beato! Czy Pani nie wie o tym, że opalanie to nie tylko brąz? Czy Pani nie wie, że brąz to produkt uboczny opalania? Czy Pani nie wie, że opalenizna to sposób, w jaki ewolucja przystosowała rasy białe, żyjące z zimniejszych, mniej nasłonecznionych strefach klimatycznych do naturalnego nadmiaru słońca w porze letniej? Może warto o tym poczytać, zanim zacznie wypisywać Pani takie rzeczy w wysokonakładowej gazetce firmy Rossman, wyrządzając krzywdę zarówno społeczeństwu, jak i profesjonalnym salonom solarium, które poza brązem świadczą od wielu lat usługi z zakresu fototerapii UV. Powołując się na dr Teresę Sędzielowską, która – jak widać – jest ekspertem zajmującym się od wielu lat rakiem i przyczynami jego powstawania, trafiła Pani na specjalistę zapominającego widocznie o ewolucji i witaminie D3, która jest jednym z największych znanych serum przeciwrakowym. Pisząc te słowa, wychodzę z założenia, że dr Sędzielowska otrzymała cały tekst do akceptacji.


Przypominam jednak, że jako dziennikarz ma Pani jednak obowiązek sprawdzać wiarygodność swoich źródeł. Pisząc w taki stanowczy sposób o solarium i opalaniu, należałoby sprawdzić, czy oby na ten temat nie istnieją również odmienne zdania i nie są one poparte lepszymi i bardziej wiarygodnymi badaniami. Tym bardziej, że są one ogólnodostępne w Internecie i stanowią treści portali organizacji zajmujących się niczym innym jak walką z rakiem. Dlaczego w tak długiej publikacji nie wspomina się ani razu o witaminie D? To jedyna witamina, którą człowiek jest w stanie sam produkować, jedyny aktywny hormon umożliwiający naszemu organizmowi m.in. eliminowanie komórek nowotworowych, hormon stabilizujący i zapewniający poprawną pracę naszego układu odpornościowego i odpowiedzialny za przyswajanie wapnia, a więc będący najlepszą prewencją osteoporozy, choroby dotyczącej również Państwa czytelniczek. To wszystko w 90% zasługa opalania się, czyli zarówno słońca, jak i profesjonalnego salonu solarium, który można odwiedzić porą jesienno-zimową, również dla zdrowia.  


Co świeci w solarium?


„Przez wiele lat uważano, że groźne dla człowieka są tylko promienie UVB, bo one miały odpowiadać za zmiany zachodzące w naszej skórze. UVC wydawały się być bezpieczne, bo dzięki warstwie ozonowej nie docierały do Ziemi.”


Oto kolejny akapit tej niedorzecznej publikacji o solarium. Kto przez wiele lat tak uważał?  Może autorka i jej eksperci. Zmiany zachodzące w naszej skórze pod wpływem UVB to przede wszystkim produkcja witaminy D3, a także zjawisko tworzenia się modzelu świetlnego i, na ostatku, utleniania się pigmentu znajdującego się już w skórze oraz produkcja nowego pigmentu, czyli melanogeneza. Co do roli bezpiecznego UVC – nie chcę się wypowiadać, bo chyba wszyscy wiedzą, że stosuje się ten rodzaj zabójczego dla organizmów żywych promieniowania do dezynfekcji szpitali, przychodni czy sal operacyjnych. Co skłania autora takiego tekstu do całkowitego obiektywizmu? Co zabrania mu napisania: nadmiar promieni UVB może prowadzić do poparzeń? Tego naprawdę nie wiem, ale się domyślam. Mam nadzieję, że czytelnicy tego tekstu również się tego z łatwością domyślą.


Następne niedorzeczności to akapit techniczny dotyczący wiedzy autora na temat lamp:   


„Dlatego w pierwszych lampach do solarium starannie ograniczono pasmo UVB i wyeliminowano kancerogenne promienie UVC. Jednocześnie wzmocniono pasmo promieni UVA.”


Jestem niezmiernie ciekaw, z jakiego źródła skorzystała autorka tym razem. A może po prostu sobie to wymyśliła? Jeśli mówimy o eliminowaniu promieni UVB w lampie do solarium, którą stworzył Fridrich Wolff, powinniśmy wiedzieć, że pracował właśnie nad tym, aby zastosować w lampie pozytywnie działające na organizm człowieka promienie UVB z pasma 295–315 nm. Przypominam sobie rozmowę, którą przeprowadziłem z nim na początku lat 90., dotyczącą praw autorskich do jego książki „Opalanie dzisiaj” („Besonnung Heute”). Fragmenty tej ksiązki publikowane były w czasopiśmie branżowym SOALRIUM w latach 2001–2002. Mówiła ona, w sposób bardzo fachowy, o roli nadrzędnej opalania się w życiu człowieka. Czy to przypadek, że opalanie się poprawia nam nastój i leczy depresje jesienno-zimowe? Witamina D3 oraz produkujące ją w naturalny sposób promienie UVB były głównymi postaciami w tejże książce, stanowiącej wyniki opracowań naukowych, którym Fridrich Wolff poświęcił połowę swojego życia. Wzmacnianie czegoś w pierwszej lampie to już kompletny absurd i brak kontroli nad tym, o czym się pisze. Jeśli coś jest pierwsze, to jak ma być mocniejsze od czegoś, czego jeszcze nie było? Autorka była jednak tak mocno zaangażowana w swoją antysłoneczną kampanię, że straciła kontrolę nad tekstem.


Czy w lampie niskociśnieniowej trzeba było eliminować promienie UVC? Oto jest pytanie do fizyka. Jeśli zrobi on nam wykład na temat zasady działania lampy niskociśnieniowej emitującej ultrafiolet, dowiemy się, że nie jest to możliwe i nawet nie byłoby opłacalne. UVC wykorzystywane jest w środku lampy do samego zjawiska wyładowawczego, ale po jego rozbiciu na promienie UVA oraz UVB oraz trochę światła i sporą ilość ciepła nie ma możliwości opuszczenia ono kolby lampy. Już samo szkło stosowane przy produkcji świetlówki stanowi wystarczająco skuteczną barierę.


Do apogeum merytorycznego tekstu mającego unicestwić solarium dochodzimy w zdaniu:


„W latach 90. okazało się, że to głównie promienie UVA powodują nieodwracalne uszkodzenia skóry i zwiększają możliwość zachorowania na raka. Lampy, które świecą zbyt długo, mają zużyte filtry i nie zabezpieczają dostatecznie przed promieniowaniem ultrafioletowym.” 

 

A ja, głupi, cały czas myślałem, że lampy nie mają nas zabezpieczać przed promieniowaniem, lecz owo promieniowanie emitować i umożliwiać skórze obcowanie z nim bez względu na pogodę i porę roku! Czy pomyliłem solarium z płaszczem chroniącym człowieka przed promieniowaniem ultrafioletowym, czy autorka zapomniała, o czym pisze?
Tu ponownie apel do rozsądku i logiki oraz prośba o pomoc eksperta znającego się na prawach fizyki. Lampa, która świeci długo, może tylko świecić słabiej, a nie mocniej. Zużyte filtry ulegające zjawisku solaryzacji tracą tym samym swą efektywność i blokują coraz więcej promieni ultrafioletowych.

 

Skąd autorka tego tekstu wzięła swoje herezje? Pewnie gdyby zadzwoniła do naszej redakcji, znalazłby się ktoś, kto grzecznie wyjaśniłby jej zjawiska zachodzące w lampie podczas eksploatacji. Co by nie pisać i nie mówić na ten temat, stara lampa w solarium powinna spełniać jeszcze lepiej swoją rolę w oczach autorki tego tekstu. Niestety, tak nie jest, bo na koniec musi jakoś wyjść na to, że wszystkiemu winne jest solarium. Jeśli nie będzie to jasno wynikało, to zrobi się tak, aby było dobrze. Kosztem czego? Własnego czytelnika? Czy czytelnicy to głupia masa, która uwierzy we wszystko, co napiszemy na łamach profesjonalnie wyglądającego magazynu konsumenta??? Jaka jest prawdziwa rola tego magazynu? Oj, oj, ludzie mają dzisiaj lepszy dostęp do wiedzy niż kiedykolwiek, posiadają Internet i po takich właśnie publikacjach klikają ponad milion razy w skali jednego miesiąca na stronach portalu www.zdrowe-opalnie.pl. Mają też książki, elektroniczne leksykony, encyklopedie i – na całe szczęście – swój własny rozum. Niektórzy mogą pamiętać coś z lekcji fizyki w szkole.


Czym grozi opalanie?

 
Nie ma czegoś takiego jak bezpieczne opalanie – twardzi dr Teresa Sędzielowska – każde grozi powikłaniami, a w konsekwencji rakiem skóry… Zdaniem dermatologów solaria powinny być zakazane.


I tu dotarliśmy do oświecenia. Pani dr Teresa S., tak jak przypuszczałem, jest prawdopodobnie dermatologiem, który traktuje człowieka jak większość dermatologów jako 3 kg pięknej skóry i stara się o to, aby skóra ta wyglądała wiecznie młodo. Pani Tereso, a co z tak ważnym dla człowieka zjawiskiem syntezy witaminy D3, odbywającym się właśnie w tej skórze? A co z aktywnymi formami tejże witaminy produkowanymi w wątrobie i nerkach? Czy nie są one odpowiedzialne za odbudowę, np. włókien kolagenowych, za stopień przyswajania wapnia, fosforu i poprawną pracę układu odpornościowego? Jeśli napisze Pani, że nie ma zdrowego opalania i uzna Pani to za prawdziwe, to ja dodam, że nie ma zdrowia bez słońca i będę miał, niestety, więcej racji, nie będąc nawet lekarzem.


Dociekliwość dziennikarska i wiara w edukacyjną rolę mediów nakazuje mi reagować na takie skrajne zdania na temat opalania. Proszę w swych przyszłych publikacjach wyrażać się bardziej naukowo i rzetelnie. Wszyscy wiemy, że nadmiar ultrafioletu jest, tak jak wszystko na świecie w nadmiarze, szkodliwy, ale bez opalaniae się już dawno nie miałaby Pani kogo leczyć, bo w chwili, kiedy zgaśnie słońce, wraz ze swoim „zabójczym ultrafioletem”, ludzie przestaną egzystować. 


Nie będziemy roztrząsać każdego zdania tej publikacji. Ograniczę się do ostatniego akapitu zatytułowanego „Groźny czerniak”, w którym czytamy:


„– Jednak najgroźniejszym powikłaniem po solarium – alarmuje dermatolog – jest dwukrotnie większe ryzyko zachorowania na czerniaka niż w przypadku opalania się na słońcu. 


Dalej czytamy, że wszystkiemu złu winne jest solarium i tylko solarium… Czy autorka publikacji może podać źródło informacji, z którego pochodzi tak odważne stwierdzenie? Obawiam się, że nie, skoro w całej publikacji nie wymieniono ani jednego źródła poza panią dr Teresą Sędzielowską. obawiamy się, że innych po prostu nie ma wcale. Ktoś, kto pisze w ten sposób o solarium, nie był nigdy w profesjonalnym salonie solarium i tak naprawdę nie wie zbyt wiele o zjawiskach towarzyszących opalaniu się, podczas gdy cały świat zastanawia się nad rolą witaminy D3 oraz rolą opalania się i zależnością widoczną statystycznie na świecie. Wynika z niej, że liczba zachorowań na raka uzależniona jest od stopnia stałego nasłonecznienia kontynentu i równocześnie stałego poziomu witaminy D3 w krwi jej mieszkańców. W tym samym czasie ktoś inny zajęty jest nadal kampaniami antysłonecznymi w imię podwyższenia obrotów producentów preparatów samooplających. Dlaczego samoopalacz, a nie moda na białą, nieopaloną skórę? Może, jeśli teraz ktoś nad tym pomyśli, dojdzie do logicznego wniosku  na białej skórze nie da się zarobić. Jedyny wyjątek stanowił Michael Jackson, który wydał miliony na to, aby być białym. No, ale takich Jacksonów jest w Polsce za mało, aby czerpać z nich zyski – trzeba ich zatem szukać gdzie indziej…


Wszystkich tych, których zaciekawiła prawda o opalaniu się, zapraszamy do lektury publikacji w działach choroby oraz witamina D.  

 

Redakcji SKARBU, poradnikowi zdrowia i urody, życzymy wielu sukcesów i ostrzegamy, że staliśmy się po tej publikacji jej wiernym czytelnikiem. Przyszłym razem nieco ostrzej zareagujemy na taki tekst, informując o takiej publikacji takie organizacje, jak Polski Związek Solaryjny, ESA – European Sunlight Asociation oraz Niemiecką Organizację Fotomedycyny. Z drugiej strony zawsze służymy rzetelnymi informacjami na temat opalania i zapraszamy redakcję Skarbu do współpracy z redakcją portalu www.zdrowe-opalanie.pl.     

      

Red. Zdrowe-opalnie.pl 


Tematy: