opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

Unia kontra solaria

Niedawna publikacja Polskiej Agencji Prasowej dotycząca ryzyka związanego z opalaniem wywołała w środowisku solaryjnym i nie tylko niezłe zamieszanie. Do naszej redakcji zgłosiła się prasa ogólnopolska, regionalne dzienniki oraz telewizja. Wszyscy zadali jedno pytanie: czy to jest prawda? Bardzo mi się spodobało to, że z takim pytaniem skierowano się właśnie do nas. Podniosło mnie to trochę na duchu, utwierdzając w przekonaniu, że Polacy poszukują potwierdzenia takiej informacji medialnej w mediach wiarygodnych, czyli na przykład w redakcji czasopisma "Solarium". Mniej zadowolony byłem, kiedy na końcu wywiadu zadano mi nieoczekiwane pytanie: czy czuję się współodpowiedzialny za śmierć 100 obywateli Wielkiej Brytanii?

 

Notka ta brzmiała: 

Komisja Europejska ostrzegła obywateli UE przed ryzykiem, jakie wiąże się z opalaniem w solarium, i zaapelowała do producentów tego rodzaju urządzeń o większą troskę o użytkowników. 

KE opublikowała naukowy raport, z którego jasno wynika, że korzystanie z solarium zwiększa ryzyko zachorowania na złośliwe nowotwory skóry. Dokładnymi statystykami KE nie dysponuje, ale dla przykładu podaje, że w Wielkiej Brytanii opalanie w solarium kończy się śmiercią setki osób rocznie.

 

Czytając tę notkę prasową, zadawałem sobie sam pytanie, ile szkód wywoła ona w naszym kraju i kto w nią tak naprawdę uwierzy lub raczej - kto ją zrozumie. To, że umierają Anglicy, nie jest przecież zagrożeniem bezpośrednim dla Polaków, tym bardziej że umierają prawdopodobnie z braku doinformowania, a nie z powodu tego, że na niebie świeci słońce. Na wojnach dziennie giną tysiące ludzi, na drogach - tysiące kierowców i pieszych, z głodu umierają codziennie setki dzieci i nie jest to powodem ani zaprzestania działań militarnych, ani produkcji samochodów, ani wytężonej produkcji żywności na całym świecie. I o ile umierające dzieci leżą mi bardzo na sercu, i sam osobiście, będąc również ojcem, chciałbym coś dla nich zrobić (choć tak naprawdę nie potrafię zrobić nic poza ofiarowaniem pieniędzy organizacji UNICEF, która to 80% podarowanej przeze mnie kwoty wyda na swoją administrację), to w przypadku Anglików jakoś nie poczuwam się w żadnym stopniu do winy z powodu ich niewiedzy. Co do samochodów, również nie będę głosował za zatrzymaniem ich produkcji, lecz będę jeździł po prostu rozważnie, bo tak mnie szkoła i doświadczenie życiowe nauczyły. Nie ustrzeże mnie to jednak przed pijanym, nierozważnym lub zmęczonym kierowcą powodującym kolizję, której będę uczestnikiem. 

 

Uwarunkowania genetyczne a informacja

Wracając do Anglików, to przecież ich minister zdrowia, a jeszcze lepiej edukacji, powinien powiedzieć swojemu społeczeństwu o niebezpieczeństwach wiążących się z opalaniem i przedawkowaniem promieni ultrafioletowych, które to właśnie dla Anglików są dużo bardziej niebezpieczne niż np. dla Polaków. Dlaczego właśnie dla Anglików? No właśnie dlatego, że to nie przez przypadek akurat w ich populacji najczęściej spotykamy białych, piegowatych i rudowłosych przedstawicieli naszego gatunku, których skóra bez cienia wątpliwości zaliczana jest do fototypu pierwszego, zwanego celtyckim. Ludzie o takim typie skóry bardzo, ale to bardzo powinni uważać na kontakt ze słońcem. Czy powinni go całkowicie unikać? Oczywiście, że nie, bo wtedy ich starość będzie wyglądała marnie. Całkowity brak kontaktu ze słońcem jest bowiem zabójczym krokiem dla każdego z przedstawicieli gatunku homo sapiens bez względu na jego fototyp. Ostatnie światowe doniesienia mówią o rosnących problemach niedoboru syntezy witaminy D, szczególnie u ludzi w podeszłym wieku, i to nawet na takich kontynentach jak Australia, gdzie słońca nie trzeba szukać. W najnowszej normie europejskiej, której to poprawka pochodzi z marca bieżącego roku, czytamy: "Europejski Związek Solaryjny ostrzega również przed opalaniem klientów o fototypie I". Jeśli trzymano by się norm i działano zgodnie z zaleceniami producentów, to problemów z nadużywaniem promieni UV, szczególnie w solarium, nie byłoby wcale. Ale czy można liczyć na przestrzeganie norm określających pobyt na plaży? Dlaczego właściciele plaż nie mieliby posiadać określonych norm do spełnienia i przymusu informowania o niebezpieczeństwach wiążących się z opalaniem na otwartym słońcu? Dlaczego nie liczą minut i nie mierzą grubości kremów, nie notują wartości faktorów? Dlaczego tam, gdzie czyha na obywatela dużo większe niebezpieczeństwo, państwo nie stara się zadbać o jego zdrowie? Odpowiedź nasuwa się następująca: Bo byłoby głupio takiemu państwu, które nakładałoby obowiązki samo na siebie i na dodatek ponosiło związane z tym koszty. Ale czy to myślenie ma swoją logikę, czy lepiej milczeć i ponosić koszty leczenia? O co w tym wszystkim chodzi? Intuicja podpowiada mi, że chodzi o pieniądze. Kto, jak i na czym je zarobi, nie ma znaczenia. Światem rządzi pieniądz i rację będzie miał najczęściej bogatszy. Smutne to, ale prawdziwe. Fakt pozostaje faktem: branża solaryjna do najbogatszych nie należy, więc do rządzenia jej daleko. W przypadku takich właśnie ataków pozostanie jej tylko samoobrona oraz apel do obywateli o rozsądek i niewyciąganie pochopnych wniosków. W związku z powyższym należałoby się zastanowić przede wszystkim nad faktem, czy aby komisarze Unii Europejskiej nie wyciągnęli podczas informowania prasy pochopnych wniosków. Czy wrzucając Anglików do tej samej szuflady co resztę społeczności naszego globu, a solarium - do ogólnego pojęcia opalania, nie skrzywdzili Bogu ducha winnych producentów oraz dużej części właścicieli profesjonalnie prowadzonych salonów solaryjnych, których istnienie w Anglii umożliwia tym wszystkim świadomym swojego fototypu bezpieczne korzystanie z dobrodziejstw słońca? Tym bardziej że to właśnie w Anglii istnieje dobrze działająca organizacja zrzeszająca dużą grupę salonów dbających o bezpieczeństwo i higienę włącznie z przymusem prowadzenia kartoteki klienta.

 

Profesjonalizm i edukacja

Analizując przytoczoną na wstępie informację, możemy zastanowić się nad kilkoma jej aspektami. Po pierwsze - nad świadomym użyciem słowa "solarium". A konkretnie nad tym, czy jeśli nawet jest ono poprawnie użyte, to czy nie odwołuje się wyłącznie do bardzo trudnego rynku angielskiego, w którym to duża część społeczeństwa nie powinna w ogóle się opalać. Jeśli uznamy poprawność użycia słowa solarium, to nasuwa się nam kolejne pytanie: kto wpuścił do salonów taką ilość klientów, którzy prawdopodobnie nie powinni się w ogóle opalać, i kto ponosi za to odpowiedzialność? Sami właściciele salonów, producenci czy może ustawodawca, który nie potrafi przy tak wielkim zagrożeniu znowelizować przepisów dotyczących otwierania salonów solaryjnych? Czy przygotowanie i wdrożenie przepisów dotyczących zasad zatrudniania i kwalifikacji pracowników w salonach świadczących usługi związane z nasłonecznianiem to taki wielki problem? Pracowaliby tam wtedy tylko odpowiednio przeszkoleni pracownicy zdający sobie sprawę z tego, co robią i na jakie niebezpieczeństwo narażają swoich klientów. Fakt istnienia salonów samoobsługowych to inna para kaloszy - kto na nie pozwala i kto z nich korzysta? Nieświadomi Anglicy? Tego typu przepisy, regulujące zakładanie salonów i zatrudnianie w nich personelu, przydałyby się nie tylko w Anglii, ale również na całym świecie.


Wystarczyłoby, że w myśl tych przepisów w salonach solaryjnych powinien pracować odpowiednio przeszkolony personel lub powinny być one wyposażone w odpowiednie, specjalistyczne urządzenia do badania fototypu skóry, działające na zasadach ultrafioletu, pozwalające na zmierzenie faktycznej odporności skóry na działanie promieni UV (a takie dostępne są już od kilku lat na rynku). Naturalnie jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby połączenie tych dwóch elementów. Profesjonalizmu gwarantującego bezpieczny efekt nigdy za wiele. Jeśli urządzenie tego typu potrafi automatycznie odmówić opalania osobie o fototypie pierwszym, to nawet w solarium samoobsługowym będzie spełniało znakomicie swoją rolę jako stróż bezpieczeństwa i zarazem zdrowia klienta. Dlaczego tak się nie dzieje? Odpowiedź wydaje się prosta i smutna zarazem - bo łatwiej jest wywołać nagonkę i szukać winnych, niż zająć się rzetelnym rozpoznaniem problemu i podjąć działania zmierzające do jego skutecznego rozwiązania. Szkoda, że społeczeństwo nie jest nigdy w takich wypadkach doinformowane do końca. Z socjologicznego punktu widzenia wiemy, że medialne nagonki dobrze się sprzedają, bo człowiek XX wieku to istota znudzona i żądna tym samym sensacji. Takie informacje przyswajane są bezmyślnie, co wymaga znacznie mniejszego wysiłku niż rzeczowa dyskusja z dogłębną analizą faktów i wsłuchiwaniem się w opinie strony przeciwnej.

 

A co ze słońcem?

Poruszamy się po tematyce solarium, zapominając o słońcu? Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę całokształt problemu opalania i idących z nim w parze niebezpieczeństw, to zawsze dojdziemy do tego samego wniosku: Skoro solarium zaszufladkowano razem ze słońcem - po części zresztą słusznie, bo przecież na plaży i w solarium opalają nas te same promienie - to musimy sobie zadać pytanie: czy w przypadku stwierdzenia nowotworu jesteśmy w stanie jednoznacznie przypisać winę salonowi solaryjnemu? Na świecie prowadzono dużo badań i dotychczas nie spotkałem wyników jasno i jednoznacznie stwierdzających zachorowanie wskutek opalania w solarium. Zgadzam się z tym, że wielokrotne przedawkowanie promieni UV może prowadzić do nowotworu - to oczywiste. Jednak zwalanie całej winy na branżę solaryjną to nieporozumienie. Należałoby bowiem uznać, że przez całe życie przed zachorowaniem dana osoba opalała się wyłącznie w solarium i jednocześnie wykluczyć możliwość opalania się tej samej osoby na plaży. Znacznie logiczniej byłoby w "historię choroby" wpisać wszystkie kontakty tej osoby z promieniami UV - w tym dotychczasowe pobyty na plaży i związane z tym poparzenia, które miały miejsce w latach dziecięcych.

 

Kto tak naprawdę jest odpowiedzialny?

Sprowadzanie problemu wyłącznie do opalania w solarium jest podobne do zwalania winy na sprzedawcę pierwszego piwa za to, że ktoś po latach popadł w alkoholizm, albo obwiniania producentów żywności za otyłość społeczeństwa itd., itp. Czy winimy browary za to, że pijani kierowcy powodują wypadki i zabijają przy tej okazji niewinnych ludzi? Możemy winić również producentów samochodów albo jeszcze lepiej policję za to, że niedostatecznie pilnuje ruchu na drogach. A może by tak producentów paliw winić za wypadki samochodowe, bo jeśliby ich nie produkowali, toby ludzie tyle nie jeździli. Może najlepszym rozwiązaniem byłoby zamiast stacyjki w samochodzie montować alkomat, który po sprawdzeniu trzeźwości kierowcy uruchamiałby silnik, po czym skrzynię biegów uzależnić od automatycznego testu wzroku, a hamulec ręczny od testu na sprawność fizyczną i aktualny czas reakcji. Jeśli ktoś nie jest trzeźwy, nie widzi jak sokół i nie zdąży w ułamku sekundy nacisnąć kolejnych kilku kolorowych przycisków, to nigdzie dziś nie pojedzie...


Wszyscy jesteśmy dorośli i powinniśmy sobie zdawać sprawę z faktu niebezpieczeństwa zarówno tego na drogach, jak i tego na plaży czy w solarium. Aby jednak zdawać sobie z czegoś sprawę, musimy mieć dostęp do informacji, a w programie edukacji podstawowej powinno znaleźć się więcej niezależnych informacji o dobrych i złych stronach nasłoneczniania, o konieczności obcowania człowieka ze słońcem i o tym, co faktycznie zawdzięczamy słońcu. A zawdzięczamy mu dużo więcej, aniżeli myślimy.

 

Komisja Europejska ostrzegła obywateli UE przed ryzykiem, jakie wiąże się z opalaniem w solarium, i zaapelowała do producentów tego rodzaju urządzeń o większą troskę o użytkowników...

 

- Jak producent ma troszczyć się lepiej o użytkowników, skoro produkuje urządzenia spełniające normy europejskie? Co może on zrobić więcej? Najlepiej, jakby przestał produkować wcale i wtedy byłoby to objawem troski najwyższej. Bardzo boli mnie takie apelowania do producentów urządzeń opalających i traktowanie tych urządzeń niemal jak narzędzi zbrodni. Tego typu apel wydaje się bardzo dobrym rozwiązaniem w przypadku producentów wyrobów tytoniowych i im podobnych, których przydatność do życia jest zerowa, a raczej tylko ujemna. Solaria dają możliwość korzystania z dobrodziejstw promieni UV bez względu na pogodę i porę roku - więc mają również zastosowanie pozytywne i korzystne dla ludzkiego zdrowia i życia. Już więcej sensu miałyby apele (skądinąd równie absurdalne) do browarów o produkcję piwa wyłącznie bezalkoholowego i gorzelni - o wódkę o zawartości alkoholu poniżej 1% itd. Dlaczego takich apeli nie ma? One miałyby przynajmniej logiczne podstawy, których nagonka na solaria według mnie nie ma. Na to pytanie odpowiedź każdy powinien znaleźć sam. :: 


Tematy: