
Starzenie się skóry, zmarszczki, przebarwienia, nowotwory... Lista niebezpieczeństw, które przypisuje się opalaniu, może przyprawić o zawrót głowy. A jednak nawet ten ostatni wymieniony przeze mnie, dermatolog, który tak chętnie wspomina o rakotwórczym oddziaływaniu promieni ultrafioletowych, posiada w swoim gabinecie lampy ultrafioletowe, i to o dużo większych mocach aniżeli te w solarium. Czy zabija on świadomie swych pacjentów, czy leczy?
Ano właśnie - leczy. Tym samym udowadnia, że promienie mogą mieć bardzo pozytywny wpływ na nasz organizm. Oczywiście - powie ktoś - dermatolog, aby posłużyć się taką lampą w celach zdrowotnych, musi skończyć studia i odpowiednią specjalizację, a do prowadzenia salonu solaryjnego nie jest wymagane żadne wykształcenie. Tak - przyznam temu komuś rację i podziękuję za uważną obserwację. Ale nadal daleki będę od tego, aby przyznać, że solarium jest zabójczym urządzeniem, a opalanie to czynność niezdrowa i bardzo niebezpieczna. Nie popadajmy w skrajności i nie oskarżajmy całej branży o to, że prowadzi naród do zagłady, nie mówmy, że opalanie nie ma żadnych właściwości biopozytywnych. Zapytajmy o wagę syntezy witaminy D w naszym organizmie - bez promieni UV nie miałaby ona miejsca. Bez słońca i kontaktu z nim wszyscy bylibyśmy zapewne kalekami. Piękna wizja czeka nas więc, jeśli posłuchamy antysłonecznego lobby i zaczniemy unikać słońca, smarując na wszelki wypadek dokładnie swe ciała kremami z faktorem F-40 i więcej.
Histeria a informacja
Wywoływanie "antysłoneczniej histerii" powoduje bardzo często skutki odwrotne do zamierzonych. Przeważnie otrzymujemy bowiem dwie równoległe informacje. Z jednej strony mówi się, że opalanie jest zabójcze, z drugiej natomiast miliony ludzi opalają się i na plażach, i w solariach i... żyją, są zdrowi, wyglądają atrakcyjnie... Efekt - wszystkie informacje i ostrzeżenia zaczynamy traktować z przymrużeniem oka, przestajemy je zauważać i przejmować się nimi. Opalanie samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe. To po prostu coś najzupełniej naturalnego, z czym mamy do czynienia od początku naszego istnienia na Ziemi. To nawet w pewnym stopniu dar, jakim obdarzyła nas matka natura. Chodzi tylko i wyłącznie o to, aby podejść do sprawy opalania tak, jak ona na to zasługuje - naturalnie. Bez uprzedzeń. Nie powinno się straszyć ani grozić, tylko informować. Bo wydaje się, że w ferworze walki z opalaniem zapomniano właśnie o informacji.
Kompetentna informacja
Zgodnie z przysłowiem "co za dużo, to niezdrowo" - również promienie słoneczne w nadmiarze mogą zaszkodzić, i to bardzo. To jednak nie promienie, lecz my sami i nasze nieumiejętne obchodzenie się z nimi jest faktycznie niebezpieczne. Bardzo często na plaży decydujemy się mniej lub bardziej bezmyślnie (czasem "uspokojeni" notką na etykiecie kremu SPF) poleżeć trzy godzinki na plaży w popołudniowym słońcu. Nierzadko również, idąc do solarium, próbujemy przekonać personel, że seans 30-minutowy na pewno nam nie zaszkodzi. To nie nasza wina, że nie zdajemy sobie sprawy z niebezpieczeństwa. To wina wspomnianego już braku dostępu do kompetentnej informacji. Na dobrą sprawę już w szkole podstawowej powinno się uczyć odpowiedzialnego podejścia do opalania.
Certyfikaty i standardy
Co do solarium, to sprawa ma się troszkę inaczej. Tu klient może wymagać, aby personel profesjonalnego salonu "myślał za niego". To właśnie ma na celu edukacja właścicieli i personelu solariów prowadzona przez Związek Pracodawców Branży Solaryjnej (ZPBS) - organizację zrzeszającą właśnie właścicieli solariów poważnie podchodzących do swojej działalności. Na razie na kilka tysięcy punktów solaryjnych w kraju tylko nieliczne posiadają certyfikaty ZPBS i ważne, opatrzone zdjęciem zaświadczenia o odbytym przez personel szkoleniu. Powodem tego jest brak przymusu posiadania takowych certyfikatów. Wejście Polski do UE nie zmienia właściwie niczego. Zmienić mogą natomiast wiele sami klienci solariów, którzy mają prawo i powinni wymagać najwyższego standardu usług.
Wyznacznik profesjonalizmu
Oczywiście nie wszystkie salony, które nie posiadają certyfikatów, są z zasady nieprofesjonalne. Każdemu przed odwiedzeniem solarium radzę zaglądnąć na stronę www.solarium.pl, na której poza licznymi informacjami o bezpiecznym opalaniu znaleźć można również listę pytań pomocną w określeniu stopnia profesjonalizmu salonu. Każdy miłośnik słońca będzie mógł sam sprawdzić, czy w jego salonie myśli się o skórze klienta, czy tylko o grubości portfela. Pamiętajmy, że to nie urządzenia opalają, lecz personel solarium, jego wiedza i kompetencje. O jakości opalenizny nie decyduje moc, wielkość czy też wygląd urządzeń, lecz czysto fizyczna dawka promieniowania o odpowiedniej długości fali bez względu na jej rozłożenie w czasie jednego seansu. Tak więc 8-minutowy seans na supersilnym urządzeniu w rzeczywistości nie będzie się różnił kompletnie niczym od 16 minut na urządzeniu dokładnie o połowę od niego słabszym. Czy opalanie w solarium będzie bezpieczne, zależy od tego, ile w głowie będzie miał personel, decydujący o czasie, częstotliwości opalania oraz doborze sprzętu. Personel, który już przy pierwszej wizycie powinien poinformować o przeciwwskazaniach i niebezpieczeństwach korzystania z solarium w przypadku choroby, zażywania lekarstw, skłonności fotoalergicznych itd.
Plaża a solarium
Jedno jest pewne - na plaży nie znajdziemy personelu, który nam doradzi, jak korzystać ze słońca. Opalanie na plaży jest zdecydowanie bardziej niebezpieczne od tego w solarium z prostej przyczyny - nie wynaleziono jeszcze regulatora jaskrawości świecenia słońca. Dawka promieni UV na łonie natury jest po prostu nieobliczalna. Uwaga! Zawartość rumieniotrwórczego promieniowania UVB w promieniach słonecznych może być bardzo wysoka. W takich warunkach o poparzenia nietrudno i dopiero tu zaczyna się przysłowiowe igranie z ogniem. Unikajmy za wszelką cenę opalania do bólu. Jeżeli fizycznie czujemy opaleniznę - podczas opalania lub po nim - to znaczy, że jest jej zdecydowanie za dużo. Zdrowe opalanie musi być przyjemnością, za którą w żadnym razie nie możemy płacić bólem. Profesjonalnie prowadzony salon solaryjny powinien wiedzieć, jak powiązać przyjemne z pożytecznym, a skasowane od Państwa pieniądze zainwestować w bezpieczną opaleniznę i biopozytywne efekty obcowania z promieniami UV.
Najlepsza ochrona
Kiedy i jak często powinniśmy się opalać? Jeśli nasz tygodniowy rozkład dnia wyklucza słoneczny spacer wraz z weekendem spędzonym na łonie natury, to zdecydowanie, szczególnie porą jesienno-zimową, powinniśmy skorzystać z usług profesjonalnego salonu. Opalanie co 2-3 tygodnie może się okazać zbawienne dla naszego organizmu i dobrego samopoczucia. Opalanie dla uzyskania brązowej skóry to pewnego rodzaju używka, która ostrożnie dawkowana przyczyni się z pewnością do podniesienia stopnia naszej atrakcyjności i pewności siebie. Era brązowych modelek i seksownie opalonych torsów jakoś nie chce się skończyć i nic tego nie zapowiada. Wizyty w solarium powinny się również stać nieodłącznym elementem przygotowania do urlopu. Nie zapominajmy o tym, że podczas wymarzonego pobytu nad morzem będzie nam trudno zejść z plaży po 35 minutach lub pamiętać o systematycznym nakładaniu wielu warstw kremów z faktorem czy - co gorsza - przesiedzieć bezwzględnie cały urlop pod parasolem. Może warto więc poza baterią kremów zabrać ze sobą po prostu profesjonalnie przygotowaną, swoją własną, naturalną i zarazem najlepszą ochronę - opalona skórę.
Red. SOLARIUM