
To ciekawe, ale tak naprawdę prawie nikt z nas nie zdaje sobie do końca sprawy z tego, dlaczego opalanie sprawia nam przyjemność. Naturalnie opalamy się po to, aby ładniej wyglądać, aby się podobać, aby być atrakcyjnym. Już samo to sprawia, że ogólnie czujemy się dobrze. Czy aby tylko to poczucie piękna odbijającego naszą złocistobrązową skórę w lustrze sprawia, że czujemy się dobrze?
Odpowiedź na to pytanie jest bardziej kompleksowa, aniżeli można by było przypuszczać. Podczas ekspozycji naszej skóry na promienie słoneczne dochodzi w naszym organizmie do wielu reakcji fotochemicznych. Ich wynikiem jest poniekąd tylko widoczna opalenizna, która chroni nas przed następnymi nadmiernymi dawkami promieni UV i jest niczym innym jak procesem obronnym organizmu żywego na ich nadmiar. Dzięki tym samym promieniom dochodzi jednak do innych przemian, do których na pierwszym miejscu możemy zaliczyć syntezę witaminy D, tak potrzebnej naszemu organizmowi do poprawnego funkcjonowania, a nawet do życia. Jest ona odpowiedzialna nie tylko za budową kośćca i jego kondycję, ale też wspomaga pracę wątroby, nerek, poprawia witalność i odporność naszego organizmu. Dodatkowym elementem towarzyszącym naszej wizycie na plaży czy w solarium jest światłoterapia. Duże dawki światła widzialnego wpływają znakomicie na polepszenie naszego ogólnego samopoczucia. Przykładem tego może być depresja zimowa, w której leczeniu światłoterapia odgrywa bardzo znaczącą rolę. Ten szereg biopozytywnych efektów wywołanych przez opalanie podświadomie ciągnie nas do solarium lub na plażę.
Uwaga! Jeśli chcemy skorzystać tylko z biopozytywnych walorów solarium i nie zależy nam przy tym na kolorze naszej skór wystarczy wizyta na najsłabszym łóżku z możliwych. Efekty biopozytywne występują bowiem dużo, dużo wcześniej niż te obronne organizmu, do jakich należy powstająca podczas ekspozycji skóry na promienie UV opalenizna. Do wywołania efektów biopozytywnych wystarczą lampy o współczynniki UVB w przedziale od 0,7 do 1%, a seanse mogą trwać od 10 do 15 minut. Zasada jest prosta. Im mocniejsze urządzenie, tym krótszy powinien być czas ekspozycji, tym bardziej jeśli ma ona służyć tylko naszemu zdrowiu. Urządzenie typu "TURBO", wyposażone w 50 lamp 160 W o współczynniku 2,4% jest zdecydowanie za mocne do tego celu i jeśli w salonie nie ma innego, to czas ekspozycji nie powinien przekraczać 3-4 minut, a specjalne halogenowe wzmocnienia na twarz mogą z całą pewnością podczas seansu zostać całkowicie wyłączone, aby nie narazić naszej skóry na niepotrzebne wysuszanie i fotostarzeniem.
Uwagi dodatkowe! Warto wiedzieć.
Moc lamp w solarium waha się od 80 do 200 W.
80 W - lampa słaba
100 W - lampa standardowa
140 W - 160 W - lampa silna (sloganowo zwana TUBO)
180 W-200 W - silne lampy specjalistyczne stosowane najczęściej w urządzeniach długich lub wysokich np. w solariach stojących.
Współczynnik UVB!
0,7-1% - słaby
1,0-1,4% - średni
1,6-1,8% - duży
2.0- 2,2% - bardzo duży
2,4-2,8% - ekstremalnie duży
Uwaga! Współczynniki amerykańskie nie są równe tym, których używamy w Europie. W USA pasmo promieni UVB jest szersze aniżeli w Europie, co w rezultacie dla tej samej lampy daje dużo większy matematycznie wyliczony współczynnik.
Niestety, sam współczynnik nie do końca określa moc lampy i jej właściwości. Jego rola w dzisiejszym świecie coraz częściej ograniczona jest do marketingu producenta, który wykorzystując niewiedzę właściciela salonu, zachęca go do zakupu droższego, często wcale nie lepszego produktu, którego cena dziwnym trafem stała się wprost proporcjonalna do magicznej liczby określającej ten właśnie współczynnik. Zarówno dla klienta, jak i właściciela salonu ważne jest to, aby lampy były dobrze dobrane do posiadanych urządzeń i by personel salonu umiał obliczyć indywidualny czas opalania dla każdego klienta. W solarium nie liczy się moc danego urządzenia, lecz dawka promieni, jaką klient powinien otrzymać podczas jednego seansu, i to zgodnie z jego oczekiwaniami i upodobaniem.