opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

Blade jest piękne?

Zapewne zastanawiacie się, drodzy Czytelnicy, któż to się wysilił na przytoczone powyżej, niesamowicie inteligentne stwierdzenie. Albo może raczej "inteligjentne". To znaczy głupie, krzywdzące, nieprawdziwe. Otóż tymi słowami rozpoczyna się felieton zatytułowany "Blade jest piękne" autorstwa niejakiego Krzysztofa Skiby opublikowany niedawno w jednym z lipcowych wydań tygodnika "Wprost".

Manifest lipcowy
Kto zacz jest Krzysztof Skiba? To postać w Polsce znana, ale jeżeli komuś akurat dziwnym trafem pan ten nie rzucił się na uszy albo oczy (choć we wszystkich mediach go pełno), wyjaśniamy. Pan Krzysztof w czasach tzw. komuny był działaczem Pomarańczowej Alternatywy, znaczy opozycjonistą. Później dał się poznać jako lider i wokalista zespołu Big Cyc, którą to funkcję sprawuje zapewne do dziś. Jest również dziennikarzem. Jego felietony pojawiają się na łamach miesięcznika "CKM" i tygodnika "Wprost". Jeśli o jakichś łamach zapomnieliśmy, prośba o wybaczenie. Parę lat temu pan Krzysztof zasłynął czynem niezwykle "bohaterskim" i "ze wszech miar godnym szacunku", wymagającym wielkiej odwagi i przekonania o słuszności swojej misji. Mianowicie podczas imprezy oficjalnej pokazał pełniącemu wówczas obowiązki premiera panu Jerzemu Buzkowi nagie pośladki. Cały kraj oniemiał. Oniemiali obywatele zastanawiali się: O co chodzić może? Teraz już wiemy. Chodziło o manifestację wstrętu do opalania. Przeciw opalaniu to był protest! Pośladki nie były opalone! Były blade jak... pośladki. No cóż. Pośladki, w przeciwieństwie do twarzy po spożyciu płynów wiadomych, czerwone się nie robią. Skąd wiemy, o co panu Krzysztofowi chodziło? Wszak wówczas słowa nie powiedział, czyżby bał się, że nie zostanie zrozumiany? Czy mówić nie był w stanie? Dawno to było, więc nieistotne. Ważne, że się wreszcie ujawnił, pisząc wspomniany felieton na łamach "Wprost".

 

Kotlet na grillu

Felieton dotyczy - a jakże - szkodliwości opalania. Ekspert w postaci pana Krzysztofa postanowił się w sposób dla siebie charakterystyczny rozprawić ze "śmiercionośną" modą na brązową skórę. Rzecz zaczyna się nutką nostalgiczną. Pan Krzysztof z rozrzewnieniem wspomina czasy, gdy, tu cytat: "... wszystko co blade było piękne. Opalenizna kojarzyła się z prostym ludem (...). Opalone było białe pospólstwo i oczywiście niewolnicy. Kobiety - podobnie jak dziś politycy - kochały się wybielać. Kąpano się w kozim mleku (...) Blade lica były wzorem piękności...". Tu pytanie dla uważnego czytelnika. Jak długo pan Krzysztof moczył swe pośladki w mleku, zanim zademonstrował je publicznie? Czy to nie pośladki moczył? I nie w mleku? To właściwie trzy pytania... Wróćmy do felietonu. W dalszej jego części pan Krzysztof ubolewa, że czasy bladości odeszły, i ze zgrozą zauważa, że opalenizna stała się modna. Znowu cytat: "Za komuny każdy dobrze opalony pachniał zagranicą lub co najmniej plażą w Sopocie. W tamtych zamierzchłych czasach nikt nie wiedział o dziurach ozonowych ani o szkodliwości opalania. Opalano się więc namiętnie. Wręcz smażono się na plaży, balkonach czy dachach wieżowców (...). Opalenizna wakacyjna szybko schodziła, więc gdy wymyślono solaria, pojawili się pierwsi opaleni zimą. To była dopiero sensacja. W środku zimy chodzili po ulicach mocno opaleni ludzie".

 

Piekło na ziemi!

Dalej mamy próbę nakreślenia zrębów teorii spiskowo-kulinarnej. Cytat: "Moda na opalanie nakręcała śmiercionośny biznes syficznych olejków i balsamów. Pojawiły się szkodliwe samoopalacze i inne gówniane produkty wspomagające przypalanie. Zdaniem dermatologów dobrze opalony może być tylko kotlet na grillu...". Po pierwsze - brawa dla pana Krzysztofa za "elokwencję". Po drugie - brawa dla dermatologów za znajomość arcytrudnych arkanów barbecue...

 

Grzyby czy kwas?

Jak słusznie zauważa pan Krzysztof, misja, której się podjął, łatwa nie jest: "Powrót bladości na top to nie jest jednak łatwe zadanie. Z mody na opalanie żyją koncerny farmaceutyczne i kurorty" - ubolewa. Ciekawostka: z naszych obserwacji wynika, że koncerny farmaceutyczne raczej tępią opalanie z gorliwością, o której pan Krzysztof mógłby tylko pomarzyć. W felietonie pana Krzysztofa pojawiają się również znane postacie polityki i show businessu: "Modzie tej (na opalanie) ulegli nawet Kwaśniewski i Lepper. Lepper jest już tak podbrązowiony, że wydaje się, iż nie tylko smaruje się samoopalaczem, ale także go pija do obiadu i kolacji. Obaj z Kwaśniewskim wyglądają momentami jak Michael Jackson po nieudanej operacji wybielania". Co się pan czepiasz, panie Skiba? Wszak Lepper Andrzej wywodzi się z ludu, "który musi tyrać w pocie czoła i na słońcu". A Kwaśniewski Aleksander to prezydent wszystkich Polaków, również tych opalonych! A operacja wybielenia śpiewaka Jacksona się powiodła. Widocznie zapatrzył się na wypięte blade pośladki kolegi po fachu i mu się spodobało... Z artystów światowego formatu w felietonie pojawia się również "blada jak trup" (cytat) Islandka Björk, która - zdaniem pana Krzysztofa - "w przeciwieństwie do Leppera i Kwasa - jest zdrowa na skórze i umyśle". Nic to, jak twierdzi autor, obydwu polityków i wszystkich, co się opalają, czeka ten sam los, każdy z nich mianowicie "na pewniaka dostanie czerniaka i wysuszy się jak grzyb na kaloryferze". Tu kolejne pytanie dla czytelnika: Ile dobrze wysuszonych grzybów zjadł pan Krzysztof przed napisaniem felietonu? Czy może tylko jednego kwasa? To właściwie dwa pytania.

 

Można sobie poczytać...

Tyle na temat nieszczęsnego felietonu. Konkluzja jest właściwie jedna - ciężkie jest życie felietonisty. Co tydzień trzeba "wysmażyć" tekst zabawny, luźny i na czasie. A tu lato, pisać się nie chce, niewiele się dzieje... A czas ucieka, terminy napięte, naczelny czeka i się denerwuje. No i co? Trzeba znaleźć temat, a w desperacji szuka się go wszędzie. Na szczęście w ubikacji małżonka zostawiła kilka kobiecych czasopism. Można sobie poczytać w czasie posiedzenia... A tam - od późnej wiosny, do końca lata - pisze się właściwie tylko o jednym...

 

Słońce zabija!

Ciemne, najlepiej czarne ubranie z grubo tkanego płótna i kapelusz, również koniecznie z gęsto tkanego materiału. Do tego - oczywiście - krem z filtrem SPF o wartości co najmniej 15, a najlepiej 30. 2 miligramy na centymetr kwadratowy skóry. Tak właśnie powinniśmy się przygotować do wyjścia na plażę. Żeby przypadkiem nie musnął nas choćby skrawek promienia UV! Okazuje się, że odwieczna miłość człowieka do słońca to - zdaniem prasy kobiecej - nic innego jak dążenie do zagłady gatunku. Chyba jedynie muzułmanki wiedzą o tym dobrze i zakrywają się od stóp do głów. Słońce to absolutnie największy wróg życia na ziemi. W każdym razie ludzkiego życia. Słońce ma destrukcyjny wpływ na serce, gardło, oczy, włosy, no i - oczywiście - skórę. Prowadzi do powstawania nowotworów, a także - co gorsza - zmarszczek! Skóra się starzeje, pojawiają się przebarwienia, plamy, stany zapalne... Przesada? No cóż, taki obraz słońca kreują czasopisma kobiece w naszym kraju. Szczególnie wiosną i latem w magazynach pojawia się mnóstwo wskazówek na temat opalania. Bardzo popularnym sposobem ataków na opalanie są artykuły w rodzaju "prawdy i mity" ("Naj", "Poradnik Domowy"). Tytuł obiecuje w miarę przynajmniej obiektywne spojrzenie na tematykę, ale to puste obietnice. Wszystkie te artykuły można sprowadzić do stwierdzenia: Prawdą jest, że promieniowanie UV szkodzi wszędzie, zawsze i wszystkim bez wyjątku, natomiast mitem jest, jakoby miało jakiekolwiek pozytywne działanie. Opalanie stawia się w jednym rzędzie z paleniem papierosów i innymi złymi nawykami. "Twój Styl" przywitał lato artykułem "Lato spokojnego słońca". Całość utrzymana jest w bardzo "batalistycznym" stylu. Można odnieść wrażenie, że zdaniem autorów wyjazd na urlop to niemal wyprawa na wojnę. A kto ma być głównym wrogiem w tej wojnie? Oczywiście słońce. "Ani minuty bez filtra! To przykazanie na każdy dzień lata". "Broń się przed słońcem na wszystkich frontach". "Sprawdzaj indeks UV i chroń się przed słońcem na wszystkie sposoby". "Słońce kąsa!". "Leżenie na plaży może być bardziej niebezpieczne niż uprawianie ekstremalnego sportu". To tylko kilka cytatów z tego artykułu. Polemizować z nimi chyba nawet nie ma sensu. Dość powiedzieć, że gdyby rzeczywiście sytuacja miała być tak groźna, połowa ludzi powinna być martwa, druga połowa ciężko chora, a plaża byłaby po prostu umieralnią. A przecież nie jest.

 

Solarium też zabija

Co tu kryć, w prasie kobiecej dostaje się też solariom. Sezon polowań na sztuczne opalanie zaczyna się w okolicach marca. "Rośnie liczba osób uczulonych na promieniowanie UV (...) głównie na solaria" - dowiadujemy się od "eksperta". Tak więc jeżeli chodzi o solaria, to sposób ich krytykowania poprzez artykuły w rodzaju "prawdy i mity" jest wręcz fantastycznonaukowy albo i raczej mityczny. Tu działa ta sama zasada, co w przypadku opisywanym powyżej - solarium jest złe - to jedyna słuszna prawda. Mitem jest natomiast, że może być w czymkolwiek pomocne. W artykułach na temat solariów straszy się jeszcze jednym - tanoreksją. Wynika z nich, że jest to nałóg podobny do alkoholizmu czy palenia papierosów. I tyle. Zero obiektywnej informacji. A przecież tanoreksja to nałóg szczególny, który ma to samo źródło, co anoreksja - brak akceptacji dla własnego wyglądu. Przypadłość niezwykle rzadka i wymagająca terapii u psychoanalityka. Nikt nie zaprzecza, że istnieje i jest groźna. Ale powinno się raczej pisać o tym, jak ją rozpoznawać i leczyć, niż straszyć jak Babą-Jagą dzieci. Tak jakby napisać, że wypad od czasu do czasu do pubu z przyjaciółmi kończy się alkoholizmem. Z artykułów na temat opalania w solarium bije przerażający wręcz brak wiedzy na temat tego zjawiska. Rzuca się hasłami bez pokrycia, naciąga fakty... Wywołuje się histerię, zamiast obiektywnie informować. Tu rodzi się pytanie: O co chodzi?

 

Jak nie wiadomo o co chodzi...

... to najczęściej chodzi o pieniądze. Nie jest przecież przypadkiem, że najczęściej przy wspomnianych artykułach pojawiają się reklamy koncernów kosmetycznych. Rynek preparatów z filtrami SPF jest ogromny. W końcu co roku na słoneczne wakacje wyruszają miliony osób. Według zaleceń "fachowców" każda z nich powinna zużywać całe opakowanie preparatu z sunblockerem na dzień - góra dwa dni. Nie trzeba chyba tłumaczyć jakie pieniądze wchodzą tu w grę. Solaria atakuje się niejako "przy okazji". Zgodnie z zasadą, żeby obrzydzić opalanie jako takie. Poza tym tu również jest sporo pieniędzy do ściągnięcia. Prasa kobieca zamiast wizyt w solarium proponuje samoopalacze, pudry i balsamy brązujące... Ładnie opalona skora nie potrzebuje zbyt wielu "upiększaczy", co zapewne bardzo boli specjalistów od marketingu koncernów kosmetycznych. To właśnie różni radosną twórczość Krzysztofa Skiby od artykułów w prasie kobiecej. Z felietonistą "Wprost" można się nie zgadzać, ale przynajmniej ma się pewność, że napisał to od serca. Poza tym nie sposób nie być pod wrażeniem doskonałego stylu, w jakim rzecz została zrobiona. O artykułach z prasy kobiecej tego powiedzieć nie można. Są ciężkie, nudne i smutne. Mają wystraszyć. Wzbudzić histerię. I jeszcze coś. Krzysztofowi Skibie można wierzyć, bo kolor jego twarzy nieszczególnie odbiega od koloru jego reprezentacyjnej części ciała. Jest blady po prostu. I to jego zdjęcie (oprócz satyrycznego rysunku) jest ilustracją tego, co napisał. Natomiast twarzy autorek/autorów artykułów z "Twojego Stylu" i spółki nie widzimy. Widzimy natomiast zdjęcia pięknie opalonych modelek, które tak się mają do treści artykułów jak pięść do nosa. Dlaczego nie pokazują pięknych, wspaniałych bladych ciał? Dlaczego zamiast nich musimy oglądać ciała kobiet ohydnie opalonych, które pewnie niedługo umrą na raka (albo stado raków) albo przynajmniej wstrętnie się zestarzeją? I może będą mieć na starość możliwości użycia kremu na noc F70 - czyli takiego, który odmładza skórę 70-letniej kobiety. Dlaczego dziś nie ma takiego kremu? To proste, może te roczniki są zbyt biedne, aby zadbać o siebie? To kolejne pytanie dla czytelnika. Właściwie już cztery pytania.

 

A jednak...

Czasopismo: "Tina". Data: 26 lutego 2003. Strona: 18. Tytuł: "Wizyta w solarium". Obiektywny artykuł o opalaniu w solarium. Niemożliwe? A jednak... Nie jest to materiał entuzjastycznie zachwalający opalanie. Po prostu w miarę rzetelna informacja. Wymienione są zarówno korzyści, jak i zagrożenia związane z wizytą w solarium. Jest tabelka, dzięki której czytelnik może sobie ustalić swój fototyp. Jest również kilka informacji, jak bezpiecznie się opalać. Kto może, kto nie powinien i jak długo. I wreszcie miniprzegląd specjalistycznych preparatów solaryjnych. Czyli jednak można. Gratulacje dla "Tiny" i wszystkich, którzy przyczynili się do powstania tego artykułu. Miejmy nadzieję, że już wkrótce będzie ich więcej.

Jeśli natknęli się Państwo na inne artykuły o opalaniu, prosimy o kontakt z redakcją.

 

Autor: Michał Domański


Tematy: