opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

Ochrona dzieci pod znakiem zapytania!

Kosmetyki chroniące dzieci przed nadmiarem słońca stają się co roku, szczególnie w okresie lata, przedmiotem burzliwej dyskusji. Czy chronią one wystarczająco nasze dzieci? Czy mogą być niebezpieczne? Czy potrafimy je w odpowiedni sposób stosować? Czy używamy ich wystarczająco często? Na wszystkie pytania nie znajdziemy szybkiej i uniwersalnej odpowiedzi, na większość z nich po części odpowiada czerwcowe wydanie niemieckiego magazynu OEKO-TEST


Jako, że na naszym rynku nie ma porównywalnych testów, po raz kolejny zainteresowała nas informacja dostarczona przez niemiecki magazyn OEKO TEST. Można powiedzieć, że magazyn ten spełnia od wielu lat rolę niezależnej organizacji chroniącej konsumenta. Uważany jest za bardzo cenne źródło informacji pomocne przy zakupach wielu towarów i usług. Wybierając produkty do testów magazyn OEKO-TEST kieruje się tym samym co konsument. Wybiera produkty z regałów sklepowych i nie ogranicza się do jednego sklepu czy nawet sieci marketów. Szkoda, że w Polsce nie posiadamy podobnego źródła informacji, ale może z czasem się to zmieni i ktoś dostrzeże taką potrzebę.


Test ochrony dzieci przed słońcem


Ty razem testowano 21 produktów kosmetycznych, których zadaniem jest ochrona skóry dzieci przed nadmiarem słońca. Produkty wybrano z półek niemieckich sklepów, drogerii, marketów, supermarketów oraz aptek. Były one zróżnicowane cenowo i co najważniejsze ogólnodostępne. Niestety tylko dwa z 21 otrzymały ocenę „bardzo dobrą”, a więc będą mogły poszczycić się w przyszłości odpowiednim dopiskiem na opakowaniu. Dopisek ten może w dużym stopniu przyczynić się do zwidzenia ich dalszej sprzedaży.


Dużo gorzej wygląda ogólna statystyka wynikła z testu. Aż 6 produktów, czyli 35% otrzymało ocenę niedostateczną. Pocieszające może być jednak to, że 10 z testowanych produktów, a więc prawie połowa, otrzymała ocenę „dobry”. Należy w tym miejscu jednak dodać, że kryteria przy ocenianiu nie były bardzo surowe. Produkty, które posiadały w swoim składzie tylko jedną substancję „stojącą pod znakiem zapytania” mogły, poprzez otrzymanie tylko jednego punku ujemnego, klasyfikować się jako „dobre”. Preparaty, którym odjęto nawet dwa punkty były sklasyfikowane nadal jako dostateczne. Oczywiście z takimi średnimi notowaniami nie mogą one liczyć na wielkie zainteresowanie konsumenta.


Co i jak testowano?


Na pierwszy miejscu uwzględniono zgodność oznaczeń informacji zawartych na etykietach z europejskimi zaleceniami. Sprawdzano również czy na listach składników znajdują się nadal substancje będące tematem burzliwych dyskusji naukowców i ekspertów do spraw produkcji. Substancje takie są na ogół znane producentom i każdy z nich indywidualnie podchodzi do decyzji o ich stosowaniu ponieważ nie zostały one oficjalnie zabronione. Niestety z powodu braku odpowiedniej i zarazem odpowiedzialnej metody nie sprawdzono stopnia faktycznej ochrony przed słońcem. Jedyną spełniającą oczekiwania byłaby taka, która zmuszała by ewentualnego probanta do poparzenia się.


Ogólne wnioski


Wyniki testu nie są w pełni zadawalające. Biorąc pod uwagę to, że powodem częstych poparzeń dzieci nie jest brak odpowiedniego produktu zapewniającego pełne bezpieczeństwo lecz sposób w jaki podchodzimy do ochrony nie chcemy demonizować produktów przemysłu kosmetycznego. Samo podejście rodziców do zabezpieczania dzieci pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Zbyt często zapominamy o zabezpieczeniu skóry dziecka przed wyjściem na słońce, jeszcze częściej nie smarujemy ponownie przy dłuższej ekspozycji. Nie przestrzegamy również zaleceń zamieszczonych przez producenta na opakowaniu. W przypadku ubierania dzieci wysyłanych letnią porą np. do przedszkola, odpowiednie dopasowane ubrania do pogody jak i zakrycie głowy dziecka, tylko w 35% przypadków spełnia oczekiwania ekspertów. Zachowanie rodziców na plaży pozostawia jeszcze więcej do życzenia. 


Rodzicielska świadomość?


Czy takie zachowanie może być potraktowane jako odpowiedzialne? Czy zdajemy sobie z tego sprawę, że dziecko do 18 roku życia otrzymuje 4/5 dawki ultrafioletu przeliczonej na okres całego życia? Dzieje się tak dlatego, że w tym okresie posiadamy wiele wolnego czasu jaki spędzamy, szczególnie w przypadku dobrej pogody na powietrzu. Dodatkowo młoda i nie wykształcona do końca skóra dziecka, nie potrafi się w tym okresie życia tak dobrze bronić jak skóra dorosłego człowieka. Według badań przeprowadzonych przez amerykańską akademię dermatologiczną, 80% szkód jakie wyrządzamy sobie przedawkowaniem UV przypada na okres do 18 roku życia. Szkody te spowodowane są długim czasem ekspozycji, barkiem zabezpieczenia oraz słabą funkcją ochronną skóry.


Jeszcze ochrona czy już ryzyko? 


Powracając do wyników testu, zatrważające jest to, że statystycznie nadal duża większość, bo aż 16 na 21 testowanych produktów zawiera substancje aktywne hormonalnie, których stosowanie już wiele lat temu zostało bardzo mocno skrytykowane przez naukowców. Zarzucili on przemysłowi kosmetycznemu i farmaceutycznemu brak odpowiedzialności i staranności w doborze składników. Zbyt szybkie decyzje, brak odpowiednich badań określających stopień szkodliwości substancji oraz zbyt powierzchowne określania bezpiecznego stopnia stężania doprowadza coraz częściej do produkcji kosmetyków i preparatów, których nie do końca możemy być pewni. Pomimo, że są one dopuszczane do obrotu i spełniają na chwilę obecną obowiązujące normy, nie mogą uchodzić za bardzo dobre. Z jednej strony spełniają one swoją rolę, z drugiej jednak mogą nam szkodzić. Jaką cenę faktycznie płacimy za swoją ochronę? Tego dowiedzieć się jednak do końca nie możemy. Poza tą uwidocznioną na opakowaniu, znajdziemy również dziesiątki nic nie mówiących nam nazw, z których większa połowa to określenie łacińskie i skróty.
Czy ktokolwiek jest w stanie wyłowić w tym gąszczu substancje zachowujące się jak hormony. Substancje aktywne przenikające do skóry i zaburzające pracę naszych układów hormonalnych. Nie napisalibyśmy o tym, jeśli byłoby to tylko przypuszczenie. Niestety, obecność takich substancji i ich niekorzystne działanie to fakt sprawdzony przez szwajcarskich naukowców. Próbom poddano zarówno kultury żywych komórek jak i zwierzęta. Wyniki tych badań były pomocne w ocenie wybranych 21 preparatów. Jeden punkt, w ogólnej ocenie testów, odejmowano za substancję, której aktywność hormonalną udowodniono w badaniach przeprowadzanych na żywych komórkach. Aż dwa punkty traciły w ocenie końcowej kosmetyki, w których składzie znaleziono substancje aktywnie hormonalne potwierdzone testami na zwierzętach.


Octocyrlene (oktokrylen)


Badania przeprowadzone na komórkach w Japonii dowodzą aktywność hormonalną wywołaną substancją Octocyrlene C24H27NO2. Pomimo, że można znaleźć ekspertów uważających oktokrylen za jedyny foto stabilny filtr promieni UV, japońscy naukowcy udowodnili, że i on zachowuje się on podobnie jak inne filtry chemiczne pełniąc tym samy rolę fałszywego hormonu. Prawo polskie zgodnie z unijnym dopuszcza jednak jego stosowanie nie określając jednoznacznie dopuszczalnego stężenia. Występuje on po szeregiem nazw, których zwykły śmiertelnik zapamiętać nie jest w stanie:  2-Ethylhexyl-2-cyano-3,3-diphenylacrylate; 2-cyano-3,3-diphenyl-2-propanoic acid, 2-ethylhexyl ester, 2-ethylhexyl alpha-cyano-beta-phenylcinnamate, Octocrilene; Sanduvor 3039; Uvinul 3039; 2-Ethylhexyl alpha-cyano-beta,beta'-diphenylacrylate.


Z innych źródeł (www.laboratoriumurody.pl oraz http://kopaniawiedzy.pl) dowiadujemy się, że substancja ta w towarzystwie innych filtrów UV takich jak benzofenon-3 oraz metoksycynamonian oktylu (OMC) może doprowadzić podczas opalania się do tworzenia się cząsteczek aktywnego tlenu. Wpływają one zdecydowanie źle na kondycję naszej skóry. Cząstki aktywnego tlenu mają znaczny wpływ na przedwczesne starzenie się naszej skóry. Dodatkowo uszkadzając błony komórkowe oraz DNA mogą one podnieść ryzyko zachorowania na choroby nowotworowe.


Ethylhexyl Methoxycinnamate


Obecność tego filtru UV wykryto w 5 testowanych preparatach. Straciły one z tego  powodu aż 2 punkty. Aktywność hormonalną tej substancji, między innymi jej negatywny wpływ na układ płciowy kobiety potwierdziły bowiem również testy na zwierzętach.


Pochodne PEG/PEG


Substancje pełniące rolę emulgatorów pozwalających na konieczne w preparatach kosmetycznych łączenie tłuszczów z wodą. Substancje te mogą powodować obniżenie naturalnej bariery odpornościowej skóry, co prowadzi do zwiększania możliwości przenikania wszelkich, a więc i szkodliwych substancji, przez skórę. Obecność tego rodzaju emulgatorów wykryto w 6 produktach.


Brak zgodności z aktualnym zaleceniem


Dwóm z produktów, posiadających certyfikat produktów naturalnych odjęto jeden punkt za złą klasyfikację stopnia ochrony. Otrzymały w zamian za „bardzo dobry” tylko ocenę „dobry”. Powodem tego była ich klasyfikacja w grupie preparatów z „bardzo wysokim” stopniem ochrony (LSF30). Normy obowiązujące producentów przewidywały jednak ich klasyfikację w grupie z „wysokim” stopniem ochrony. Dwa następne produkty posiadały oznaczenie grupy tylko na odwrocie opakowania. Nie jest to zgodne z nowym zaleceniem przewidującym umieszczania takich informacji na widocznym miejscu opakowania czyli przede wszystkim na etykiecie z przodu.


Niestety nie jesteśmy w stanie stwierdzić jak wygląda to na naszym rynku i czy krajowi producenci przestrzegają zasad określonych przez komisje europejskie lub trzymając się zleceń zrzeszeń producentów. Uważamy jednak, że wiedza na ten temat przyda się zawsze i pomoże konsumentowi w dobraniu odpowiedniego preparatu, który nie tylko ochroni dziecko przed nadmiarem ultrafioletu, ale i nie zaszkodzi.


Przypominamy, że powyższa publikacja dotyczy testu przeprowadzonego w Niemczech. Lista produktów zawiera nazwy handlowe. W nawiasie po nazwie podano miejsce zakupu lub nazwę własną koncernu produkującego preparat pod własną marką. Na dzień dzisiejszy nie podajemy wyników testów, ponieważ nie otrzymaliśmy takiego upoważnienia od redakcji magazynu OEKO-TEST. Nasza publikacja ma więc charakter informacyjny, a jej nadrzędnym celem jest zwrócenie uwagi na fakt, że nie wszystko co kupujemy w sklepach musi spełniać do końca oczekiwań konsumenta i to pomimo jednoznacznej nazwy umieszczanej przez producenta na opakowaniu.

 

Redkacja zdrowe-opalanie.pl 


Lista testowanych produktów:


1. „Ambre Solaire” mleczko do opalania dla dzieci SPF 50+ (Garnier),
2. „AS Suncare Sun” mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 (Drogeria Schlecker)
3. „Broncea Sun” mleczko do opalania dla dzieci SPF F 50 (Supermarket Plus)
4. „Bübchen Sonnen Milch” mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 (Bübchen)
5. „Cadeavera sun” mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 (Drogeria Müller)
6.  „Cien Sun” mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 (LIDL)
7.  „Die Maus” mleczko do opalania dla dzieci SPF 25 (Aviva-Cosmetic)
8.  „Dr. Hauschka Sonnencreme Kinder“ krem do opalania dla dzieci SPF 30 (Wala)
9. „Dreaming Sun” mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 (Supermarket REAL)
10. „Elkos Sun Kids“ Lotion do opalania dla dzieci w sprayu SPF 30 (Edeka)
11. „Eucerin Kinder” Lotion do opalania dla dzieci w sprayu SPF 40 (Beiersdorf / Apteka )
12.  „L'Oréal Solar Expertise“ Mleczko pielęgnacyjno ochronne do opalania dla dzieci SPF 40 (L' Oréal)
13. „Ladival” Lotion do opalania dla dzieci w sprayu SPF 30 (Stada / Apteka))
14. „Lavera Sun sensitiv Baby & Kinder”  mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 (Laverana / Sklep z produktami naturalnymi))
15.  „Nivea Sun” mleczko do opalania dla dzieci SPF 25 (Beiersdorf)
16. „Ombiasun“ mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 (Aldi / Sieć południowa)
17. „Penaten Baby” Lotion do opalania dla dzieci SPF 40 (Johnson & Johnson)
18.  „Robinsun“ nawilżające mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 (Supermarket Rewe
19. „Sun Ozon“ mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 (Drogeria Rossmann)
20. „Sundance“ mleczko do opalania dla dzieci SPF 30 (DM)
21. „Vichy Capital Soleil“ mleczko ochronne do opalania dla dzieci SPF 50+ (Vichy / Apteka)


Tematy: