opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

Słońce i nasze zdrowie! Wywiad z prof. Johanem Moan.

Pierwszy wywiad ze światowej sławy naukowcem norweskiego Centrum Onkologicznego w Oslo, profesorem Johan Moan dr. fizyki, wykładowcą uniwersyteckim, znanym z obszernych badań dotyczących witaminy D3 oraz promieni ultrafioletowych. Jego prawdziwa przygoda ze słońcem rozpoczęła się przed wielu laty, kiedy to, wraz z dużym zespołem naukowców otrzymał zadanie polegające na udowodnieniu negatywnego wpływu słońca na powstawanie i rozwój nowotworów.


Pierwszy wywiad ze światowej sławy naukowcem norweskiego Centrum Onkologicznego w Oslo, profesorem Johan Moan dr. fizyki, wykładowcą uniwersyteckim, znanym z obszernych badań dotyczących witaminy D3 oraz promieni ultrafioletowych. Jego prawdziwa przygoda ze słońcem rozpoczęła się przed wielu laty, kiedy to, wraz z dużym zespołem naukowców otrzymał zadanie polegające na udowodnieniu negatywnego wpływu słońca na powstawanie i rozwój nowotworów. Z czasem, wyniki tych badań były coraz bardziej kontrowersyjne. Okazało się, że słońce nie tylko jest bardzo zdrowe, ale zapobiega powstawaniu jak i namnażaniu się wszelkich komórek nowotworowych z czerniakiem włącznie. Tak zaskakujące wyniki badań zmusiły rzetelnego naukowca do zmiany nastawienia do słońca i opalania się. Niestety odkrycia te, nie były dla nikogo na tyle interesujące, aby wywołać wielką światową kampanię prosłoneczną. Może dlatego, że słońce od milionów lat świeci dla wszystkich za darmo! Dziś sytuacja, w obliczu podnoszącej się liczby zachorowań na wiele chorób, nie tylko tych nowotworowych, zmusza wiele środowisk do głębszych refleksji. Rosnące koszty leczenie, oraz szybko rosnąca fala epidemii chorób związanych z niedoborem witaminy D3 przyspieszają procesy myślowe ekonomistów wielu organizacji zajmujących się zdrowiem. Jedną z nich jest Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), która przeznaczyła ostatnio 150 milionów dolarów na to, abyśmy dowiedzieli się więcej o znaczeniu promieni ultrafioletowych, a w szczególności o ich poprawnym dozowaniu. Celem badań jest tym razem zmiana, nie zawsze pozytywnego, nastawienia środowisk lekarskich do promieni słonecznych. Może właśnie nadszedł czas, aby ogłosić bezwzględnie całą prawdę o słońcu i jego roli w naszym życiu, oraz znaczeniu kąpieli słonecznych, które swą regularnością przez cały rok mogą zagwarantować pełnię zdrowia i dobre samopoczucie? Głos dr. Johana Moan zaczyna mieć jak widać coraz większe znaczenie i nie jest to jedyny głos naukowca, który ostrzega nas przed niedoborem słońca a nie jego nadmiarem.


Słońce to nie lekarstwo! Promienie ultrafioletowe z pasma UVB są niezbędna do poprawnego funkcjonowania naszego organizmu. Tak samo niezbędne do życia jak powietrze i woda i stało się tak za sprawą ewolucji. Do kręgu promotorów słońca przyłączają się naukowcy i lekarze różnych środowisk na całym świece nie wyłączając dermatologów, którzy to nie od dziś leczą promieniami ultrafioletowymi z pasma UVB. Z pasma, które powoduje bardzo niebezpieczny rumień (poparzenie słoneczne), ale i zarazem w odpowiedniej dawce syntezuje w naszej skórze życiodajną witaminę D3.

 

Profesorze Moan, przed wieloma laty badał Pan przede wszystkim szkodliwy wpływ promieni słonecznych, czyli „złe słońce”. Jak wiemy z czasem tych badań wyłaniało się coraz więcej zalet słońca i były one tak znaczące, że przeważyły jego złe strony. W ostatnich latach coraz częściej zaprzeczał Pan powszechnemu mniemaniu o szkodliwości promieni UV. Co było tego motywem?


Motywacją było pozostanie rzetelnym do końca – chęć powiedzenia tego wszystkiego, co faktycznie stwierdziliśmy. Szukaliśmy odpowiedzi na dwa pytania. Czy zapadanie na choroby nowotworowe, a szczególności czerniaka, może mieć związek z porą roku? Drugie: Czy poziom witaminy D, w chwili zapadania na tą groźną odmianę raka skóry, może odegrać jakąkolwiek rolę w przebiegu tej choroby? Nie tylko ku mojemu zdziwieniu, ale i całego norweskiego środowiska onkologicznego dowiedzieliśmy się, że jest odwrotnie aniżeli zakładano. Poziom witaminy D rzeczywiście odrywa wielką rolę – naprawdę widoczną i bardzo znaczącą rolę i to nie tylko w przypadku raka skóry, lecz wielu innych nowotworów. Jeżeli diagnoza i początek kuracji wypadała w lecie lub jesieni, kiedy ludzie mają wysoki pozom witaminy D w krwi, to pacjenci mają, o co najmniej 20%, wyższe szanse na pomyślne zakończenie choroby, a więc jej przeżycie, aniżeli w przypadku, gdy leczenie rozpoczęto zimą.


Ciągle powtarzana rada dermatologów brzmi: Unikajcie słońca w godzinach południowych. Czy jest Pan innego zdania? Jeżeli tak, to, dlaczego?


Moje badania i badania wielu innych naukowców wykazały, że długofalowe spektrum UVA w promieniowaniu ultrafioletowym jest decydujące w procesie powstawania raka skóry. Promienie UVB z kolei zapewniają nam wszystko, czego potrzebujemy do produkcji witaminy D. Są one jednak równie niebezpieczne, ponieważ szybko prowadzą do poparzeń. Wniosek: ta część spektrum słońca, która dostarcza nam witaminy D, jest czymś innym, niż ta, która powoduje raka skóry. Ze względu na to, że oba spektra w różny sposób rozprzestrzeniają się w atmosferze i różnie padają na ziemię, różne jest również nasilenie promieniowania w ciągu dnia. Promienie UVB rozprzestrzeniają się w atmosferze o wiele szerzej i padają ze wszystkich stron jednocześnie. Już o godzinie 14-15 po południu, stanowią tylko połowę tego promieniowania UVB, które odnotowujemy w samo południe. Syntezowana w naszej skórze ilość witaminy D przy ich udziale jest, więc o połowę niższe. Co się dzieje z UVA? Moc promieniowania UVA, zmniejsza się dopiero około godziny 18 – całe 3 godziny później. Jeżeli więc pójdziemy za radą tzw. ekspertów i wyjdziemy na słońce o 16, zwiększymy tylko ryzyko powstania nowotworu, nie zaopatrując się jednocześnie w wystarczającą dawkę witaminy D, która może nas przed nim ochronić.


Czy słońce może uchronić przed zachorowaniem na raka? Czy może uchronić również przed czerniakiem?


Odkryliśmy, że niedobór witaminy D wiąże się z ryzykiem powstania nowotworu w przypadku 13 najszerzej rozpowszechnionych odmian tej choroby. Wynika, więc z tego jasno, że niedobór tejże witaminy jest znaczącym czynnikiem zwiększającym ryzyko zachorowania na raka. W przypadku raka skóry sytuacja wygląda dużo bardziej skomplikowanie. Do pewnych części naszego ciała słońce nie dociera niemalże nigdy. To właśnie tam powstają najgroźniejsze czerniaki. Typowym takim miejscem jest chociażby wewnętrzna część oka. Można, więc przypuszczać, że produkcja witaminy D, w miejscach ciała bezpośrednio naświetlanych promieniami słonecznymi może również chronić nienaświetlane części przed czerniakiem. W ten sposób można po części wytłumaczyć, dlaczego u ludzi często przebywających na słońcu znacznie rzadziej spotykany jest czerniak po wewnętrznej części oka czy też w innych miejscach chronionych przed słońcem, aniżeli u tych, u których ekspozycja skóry na promieniowanie słoneczne jest wyraźnie niższa. Dobre słońce może jednocześnie spowodować raka jak i przed nim uchronić. To dawka czyni je, więc niebezpiecznym.


Czy mówimy w takim razie o „dobrym” i „złym” słońcu?


Tak, dokładnie o tym mówimy. Wszystko może mieć dwa oblicza. Proszę pomyśleć chociażby o jeżdżeniu samochodem. Ryzyko istnieje, ale mimo to nikt z samochodu nie rezygnuje. Pomyślmy o jakości dzisiejszej żywności. To też ryzyko, ale jeść przecież musimy.


Badania dowodzą, że witamina D mogłaby ratować życie. Im wyższy poziom witaminy D, tym mniejsze ryzyko śmierci na wiele z typowych chorób. Czy to znaczy, że ktoś, kto się opala, żyje zdrowiej i zarazem dłużej?


Spektrum promieni ultrafioletowym słońca jest bardzo szerokie. Dzięki UVB może ono między innymi tworzyć długotrwałą opaleniznę, promienie te są równocześnie odpowiedzialne za syntezę witaminy D. Nasze badania wykazały również, że witamina D spowalnia proces starzenia się komórek. Przykładem jest przeciw utleniające działanie witaminy D, które chroni nasze chromosomy. Ich telomery nie skracają się tak szybko. Wynika z tego, że ludzie o stałym, wyższym poziomie witaminy D w swojej krwi rzeczywiście wolniej się starzeją niż ci, u których odnotowano jej niedobór. Idąc dalej w rozważaniach, można, upraszczając mocno tok myślowy, wyciągnąć wniosek, że witamina D chroni nas przed przedwczesną śmiercią.


W naszym społeczeństwie istnieją pewne grupy ludzi o zwiększonym ryzyku niedoboru witamy D. Kogo można do nich zaliczyć i dlaczego właśnie te grupy narażone są na jej niedobór?


Myślę przede wszystkim o młodych ludziach niewychodzących często na świeże powietrze. Powinniśmy pamiętać o tym, że to właśnie w Afryce, przed kilkoma milionami lat człowiek zaczął chodzić na dwóch nogach. Ludzie ci posiadali czarną skórę. Czarną, by chronić się przed nadmiarem słońca i związanymi z tym nadmiarem niekorzystnymi zmianami np. w krwi nie koniecznie związanymi z rakiem skóry. Kiedy powędrowali w kierunku północnym, a w historii ludzkości było częstym przypadkiem, ich skóra stawała się zawsze i to bez wyjątku biała. Do przeżycia potrzebowali oni po prostu więcej energii słońca i związanej z nią witaminy D. To darwinowskie przekonanie jest po prostu niezaprzeczalne. Kiedy ludzkie ciało potrzebuje większych ilości witaminy D, skóra staje się po prostu bielsza. Biała skóra, w porównaniu z czarną, potrzebuje tylko 1/6 ilości promieni słońca do wytworzenia tej samej ilości witaminy D3. Dobrym przykładem jest czarny człowiek przyjeżdżający do Norwegii. Będzie on tu potrzebował sześć razy więcej naszego słońca aniżeli sam Norweg.


Ile witaminy D, a tym samym ile słońca człowiek potrzebuje do życia?


Moim zdaniem popełniono wiele błędów w obliczeniach dotyczących właściwej dawki witaminy D. Twierdzi się, że wystarczy wystawić twarz i ręce na kilka minut na działanie promieni słonecznych. To zdecydowanie za mało. Ta metoda zadziała tylko w przypadku białego człowieka, który znalazłby się w samo południe na równiku. W takich krajach Europy jak np. Niemcy (również Polska), człowiek musi znacznie dłużej przebywać w słońcu. W tym przypadku potrzebna jest minimum dawka jednej czwartej, a nawet jednej trzeciej jednostki miary rumienia MED, czyli tej dawki, która prowadzi do pierwszego zaczerwienienia się skóry. Dotyczy to naświetlania znacznej części naszego ciała. Potrzebujemy, więc dużo więcej słońca niż przypuszczano do tej pory. Proszę pomyśleć jak niegdyś żyli ludzie. Przebywali oni stale na świeżym powietrzu, tam pracowali i poruszali się również w samo południe. Latem, kiedy było bardzo gorąco ściągali nawet swoją odzież. A co robią ludzie, szczególnie młodzież w dzisiejszych czasach? Młodzi najczęściej grają w gry komputerowe. Statystycznie w Norwegii młodzież (w wieku 15 lat) spędza ponad 4 godziny dziennie przed komputerem. Resztę dnia spędza się często w zamkniętych pomieszczeniach. Tak, więc nic dziwnego, że obecnie poziom witaminy D w naszej krwi jest wyraźnie niższy niż kiedyś.


Podczas zimy, w okresie od października do marca, nasza skóra, z racji szerokości geograficznej, pod którą żyjemy, pozbawiona jest możliwości syntezy witaminy D3. Powstaje, więc kilkumiesięczna luka witaminowa. Czy solaria mogłyby wypełnić powstałą lukę?


Właściwie wykorzystywane solaria są przede wszystkim zimą bardzo dobrą alternatywą dla słońca. Na równiku, z którego wszyscy pochodzimy, ludzie mają zapewnione równomierne nasłonecznienie prze cały rok, w przeciwieństwie do innych części świata, gdzie wraz z sezonem wciąż zmienia się jego poziom. Optymalnym rozwiązaniem dla naszego ciała byłoby równomierne, zawsze stałe zaopatrywanie skóry w witaminę D, i to poprzez cały rok. To jest już dzisiaj możliwe do osiągnięcia poprzez zastosowanie właściwych łóżek opalających i ich mądre wykorzystanie.


Zauważmy, że życiodajna witamina D „czerpana” w okresie letnim ze słońca jest bezpłatna, czy fakt ten nie może stać się sposobem na odratowanie naszej służby zdrowia?


Absolutnie. Nawet wielkie organizacje zdrowotne w Stanach Zjednoczonych i innych krajach zachęcały niegdyś ludność do wychodzenia na słońce. Należało to czynić dla własnego zdrowia. Niestety to się zmieniło, ponieważ obecnie uwaga skoncentrowała się wyłącznie na ryzyku raka skóry. Nawet, jeśli uznalibyśmy słońca za winowajcę czerniaka, to 250 ludzi umierających, co roku, w tak kraju, jakim jest Norwegia, z powodu tej choroby jest niczym w stosunku do liczby ludzi umierających na inne odmiany raka wywołane niedoborem witaminy D. Ekonomicznym dla służby zdrowia byłoby, więc zachęcać ludzi do przebywania w słońcu, zabaw na świeżym powietrzu oraz nasłonecznianiu ciała w sposób naturalny dla ludzi, czyli poprzez kontakt ich skóry z promieni ultrafioletowymi.


Jaką rolę mogłyby odgrywać w tej całej sytuacji solaria, ich promienie w paśmie ultrafioletu zawierają zarówno UVA jak i UVB?


Nie ma istotnych różnic pomiędzy nasłonecznianiem naturalnymi promieniami słonecznymi, a takim na łóżku opalającym. Ludzie twierdzący, że podczas opalania w solarium nie można wytwarzać witaminy D nie mają o pojęcia, o czym mówią. Wystarczy wgłębić się nieco w lekturę specjalistyczną i poznać specyfikę lampy do solarium. Nie tylko moja grupa badawcza doszła do takich wniosków w trzech obszernych programach badawczych. Istnieją również potwierdzające badania z Danii i Stanów Zjednoczonych. Każdy może przeprowadzić ten eksperyment sam, bo jest on dziecinnie prosty. Wystarczy wybrać się do solarium i pobrać próbki krwi ludzi, opalających się tam regularnie oraz porównawcze próbki krwi ludzi, którzy tego nie praktykują. Okaże się zawsze, że opalanie w solarium bez najmniejszego problemu zwiększa poziom witaminy D w okresie zimowym, i to, co najmniej do poziomu osiąganego przez człowieka żyjącego w naszej szerokości geograficznej latem. Absolutnie niedorzeczne jest, więc twierdzenie, że opalanie w solarium nie prowadzi do wytwarzania witaminy D w naszym organizmie, gdyż właśnie tak, a nie inaczej się dzieje.


Zjawisko fizyczne wytwarzania witaminy D3 w naszej skórze pod wpływem promieni ultrafioletowych z pasma UVB nie jest zjawiskiem uzależnionym od tego skąd pochodzą te promienie. W przypadku solarium, w którym mamy możliwość regulacji zarówno mocy jak i pasma promieni ultrafioletowych opalanie może być przy zastosowaniu odpowiednich lampach zdrowsze i bezpieczniejsze nawet od tego, które znamy z plaży. Wszystko zależy od tego, na jakich lampach będziemy się opalać i jak długo będziemy to robić. Przy opalaniu się należy, więc pamiętać tylko o jednym, nie doprowadzać w żadnym wypadku do poparzenia skóry. Uwaga! W celu syntezy witaminy D3 wystarczy 0,3 dawki MED. Do powstania brązu można przy pierwszych wizytach zastosować dawkę 0,5 MED. Efektywne i zdrowe opalanie, w którym zależeć nam będzie również na brązie, wymaga stworzenia profesjonalnego planu opalania. Planu narastającego i zależnego od rodzaju skóry. Dawkę w jednostkach MED można obliczyć w przybliżeniu posługując się danymi producenta lamp oraz fototypem klienta. Można to zrobić również bardzo dokładnie przy pomocy urządzenia SkinControl®, które do pomiaru odporności skóry, jako jedyne na rynku używa promieni ultrafioletowych. W Polsce od kilku lat istnieją również profesjonalne salony solarium wyposażone w takie urządzenia. Mierzą one zarówno skórę klienta jak i aktualną moc lamp w solarium i na tej podstawie wyliczają bezpieczną i zarazem efektywną dawkę promieni potrzebnych zarówno do syntezy witaminy D3 jak i do uzyskania brązu. Wszystko w sposób bezpieczny. Jak widać opalanie w nowoczesnym i profesjonalnym salonie solarium może być nie tylko zdrowe, ale i również w pełni bezpieczne. Poprzez korzystanie z takiego solarium niego w okresie zimowym możemy zagwarantować sobie stale wysoki poziom witaminy D3 i cieszyć się zdrowiem jak i dobrym humorem przez cały rok. W ten prosty i naturalny sposób możemy również zapobiegać tak poważnym chorobom jak osteoporoza, zawał, cukrzyca a nawet rak. Zmieńmy więc swoje nastawienie do słońca i korzystajmy z jego dobroczynnej mocy przez cały rok, jeśli mamy takie możliwości. W zimie możemy, więc poszukać profesjonalnego salonu solarium, który poza opalaniem ma również pojęcie o świadczeniu usług z dziedziny światłoterapii. W takim znajdziemy z pewnością odpowiednie urządzenia i lampy do tego, aby podczas każdego seansu wytworzyć w swojej skórze potrzebną nam ilość witaminy D3. Jeśli będziemy opalać się według odpowiedniego planu (dawką od 0,5-1,5 MED) możemy liczyć również na piękny równomierny i długotrwały brązowy odcień naszej skóry.

 

Red. Zdrowe-opalanie.pl

 


Tematy: