opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

Słoneczna witamina D warta jest 150 milionów dolarów

Coraz częściej nagłaśniane sygnały o kluczowym znaczeniu witaminy D oraz jej wpływie na zdrowie człowieka doprowadziły po raz pierwszy do zmiany poglądów kluczowej organizacji zdrowia, jaką jest WHO. Wyniki badań przeprowadzane od lat na całym świecie potwierdzają poważne deficyty witaminy D wśród wielu społeczeństw. 

 

World Health Organization – WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) zażądała kompleksowych i zarazem wyczerpujących badań naukowych, które nie tylko potwierdzą opisane zjawisko, lecz także umożliwią opracowanie szeroko pojętego programu prozdrowotnego. Jednostką z ramienia WHO, która bezpośrednio zajmie się koordynacją badań, ma być International Agency for Research on Cancer – IARC (Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem). Przyszłe opracowania naukowe mają stworzyć podstawy do oczekiwanej zmiany wytycznych i zaleceń dotyczących optymalnych dawek oraz sposobów przyjmowania tej witaminy. O takie zmiany apelują już od dawna naukowcy zajmujący się badaniem witaminy D oraz jej wpływu na zdrowie człowieka.


Pomimo tego, że IARC uznała obecny poziom badań na temat związku globalnych braków witaminy D z zachorowalnością na raka jelita grubego, chorób układu odpornościowego i układu krążenia za „przekonywający”, chce jednak po raz kolejny – tym razem w bardzo dokładny sposób – sprawdzić rzeczywisty wpływ witaminy D na zdrowie człowieka. Dopiero po przeprowadzeniu zapowiadanych obszernych badań naukowych, których koszt szacuje się na 150 milionów dolarów, WHO będzie w stanie zdecydowanie zmienić czy też dopasować swoją politykę zdrowotną w tym prosłonecznym temacie.

 

Czy epidemiologiczny niedobór słońca będziemy w stanie wyrównać w przyszłości tabletką albo innym witaminowym suplementem, tego jeszcze nie wiemy, domyślamy się jednak, że trudno będzie pokryć w ten sposób 90% zapotrzebowania, które ewolucja przewidziała syntezować w naturalny i bezpieczny sposób w skórze pod wpływem promieni ultrafioletowych.

 

Jeśli okaże się, że nie jesteśmy w stanie zrobić tego w sposób syntetyczny i zarazem w pełni bezpieczny, prawdopodobnie otworzą się nowe horyzonty dla producentów urządzeń opalających oraz nowoczesnych lamp UV. Będą mogli oni wprowadzić szerzej na rynek urządzenia ukierunkowane głównie na syntezę witaminy D3. Ciekawostką jest to, że już od wielu lat mogą oni spełniać takie oczekiwania rynku, który – niestety – ukierunkował się w ostatnich latach w 90% na szybki brąz. Profesjonalne salony solarium skierowane nie tylko na brąz, lecz również na biopozytywne działanie ultrafioletu, będą mogły spełnić swoją nową rolę i nazwać się salonami słonecznej światłoterapii. Przyszłość tego zjawiska będzie zależna jednak od znamy sposobu myślenia klienta i innego podejścia do odwiedzin w salonie solarium. Brąz musi spaść na drugi lub trzeci plan, co nie oznacza jednak, że będzie go trzeba wykluczyć.


Podobne zmiany sposobu myślenia i opalania będą tyczyły się również zachowania na plaży. Producenci preparatów z filtrami UV będą musieli zmienić receptury i technologie umożliwiające ochronę przed nadmiarem UVA, a nie – jak do teraz – UVB. Czas przebywania na plaży będzie musiał zawsze pozostać ściśle kontrolowany, ponieważ z jednej strony życiodajne, z drugiej bardzo niebezpieczne promienie UVB szybko doprowadzają do niebezpiecznych i groźnych w skutkach poparzeń.

 

Brakujący kontakt człowieka ze słońcem daje więc coraz częściej o sobie znać i nie jest to przypadek, że główna światowa organizacja zdrowia przeznacza gigantyczną sumę pieniędzy na to, aby go możliwie szybko rozwiązać i zapobiec dalszej epidemii niedoborów witaminy D prowadzących do jeszcze większych wydatków związanych z leczeniem jej skutków.

 

Wiele innych narodowych organizacji zdrowia już dziś zdecydowało się na zmianę zaleceń, dopasowując wytyczne do wyników najnowszych i zarazem wystarczająco jednoznacznych doniesień ze świata nauki.

 

Autorzy: Joanna Lisowska-Nowak, Źródło: The Globe and Mail 


Tematy: