opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

UWAGA! Żyjemy dzięki słońcu!

Bezbronnym słońcem łatwo się straszy! Straszenie śmiertelnymi chorobami skóry połączone z całkowitym brakiem edukacji o zdrowym opalaniu i obcowaniu z życiodajnym słońcem to często jedyna informacja, jaką serwują naszemu społeczeństwu mass media. Najbardziej zainteresowany takim obrotem spaw jest chyba przemysł kosmetyczny. Dba on w sposób bardzo szczególny o to, aby informacje o zdrowych kąpielach słonecznych nie docierały do mediów. Do tego dochodzi to, że one same szukają częściej lepiej sprzedającej się sensacji aniżeli tylko ciekawej informacji. I tak, dobroczynnym wpływem słońca nikt nie jest zbytnio zainteresowany, ponieważ nie jest on wystarczającą sensacją, aby pojawić się na pierwszych stronach gazet czy też portali internetowych. I może nie byłoby w tym nic zadziwiającego, gdyby nie szukano usilnie kozła ofiarnego, jakim stało się solarium. Widać w tym wszystkim dużą, szczególną dbałość niektórych środowisk o to, by społeczeństwo nie szukało słońca w solarium. Pisze się o tym tak, jakby wszystkim było wiadomo, na czym polega różnica między słońcem na plaży i tym w solarium. Czy tak naprawdę jest? Czy niekontrolowana ilość promieni UV na plaży jest lepsza od dozowanego co do jednej minuty słońca w solarium? Czy modelowane pasmo promieni UV lampy do solarium nie daje nowych możliwości słonecznej branży, która od lat nie tylko sprzedaje brąz, lecz także świadczy usługi z dziedziny pozytywnej światłoterapii UV? Ponad połowa klientów salonów solarium zdaje sobie z tego sprawę i do solarium nie przychodzi tylko po brąz. 54% klientów wie, że nadmiar UV jest szkodliwy! 87% klientów ogranicza świadomie czas ekspozycji po to, by nie ulegać poparzeniu! O takich badaniach przeprowadzanych w naszym kraju od lat przez redakcję czasopisma SOLARIUM® nie pisze się chętnie.


To, że nadmiar promieni ultrafioletowych zarówno tych na plaży, jak i w solarium może być niebezpieczny, jak wszystko w nadmiarze, jest faktem wszechobecnie znanym, a więc trudno z tego zrobić sensacją. Słońca jednak nikt bronić nie będzie, a solaria i tak z błędnego i bezpodstawnego założenia są szkodliwe, więc można sobie trochę na nich poużywać. Tak brzmi motto kampanii, które mają na celu zmianę zachowań klienta. Zamiast do solarium ma on skierować swoje kroki do drogerii, a przed wyjściem na plażę koniecznie zakupić preparat chroniący go przed złoczyńcą, jakim jest słońce! Wtedy może opalać się „bezpiecznie”! Nic bardziej błędnego! Preparaty ochronne nie zastąpią szerokiej edukacji społeczeństwa, na której to - jak widać - nikomu nie zależy. To, czym może skończyć się wiara w krem, było już przez nas opisywane. Osoby stosujące kremy bardzo często ulegają poparzeniom słonecznym. Dodatkowym problemem kremu jest to, że nikt nie potrafi się w 100% dobrze posmarować, a sama ochrona ma na celu blokadę promieni UVB, których to wyważona ilość jest nam niezbędna do zdrowia i egzystencji.


Interesów trzeba bronić, słońca nie!


Są jednak grupy zainteresowane kampaniami antysłonecznymi. Sprzedaż kosmetyków ochronnych wzrasta przecież, kiedy demonizuje się publicznie słońce i solarium. Liczba zachorowań na wiele niebezpiecznych chorób związanych z brakiem witaminy D3 również wzrasta wraz z obrotami lekarzy i przemysłu farmaceutycznego. Kosztem czego? Kosztem nieświadomego konsumenta, który chce przecież zdrowo żyć i czynić to zgodnie z zaleceniem, czyli najlepiej bez słońca… Jak długo?


Prosta metoda manipulacji


Receptą na wiarygodność przekazu informacji jest nazwa: Światowa Organizacja Zdrowia. Okazuje się, że wystarczy wymienić w publikacji nazwę WHO, aby wszyscy uwierzyli w jej przekaz. Temu, kto się bardziej wczyta w krótką i jakże jednostronną informację prasową na temat szkodliwości słońca, nie grozi przecież poznanie prawdy. Słowo-klucz, jakim jest WHO, załatwia wszystko. Przykład: w doniesieniu TVN24 z 30 lipca czytamy, że IARC przeprowadziło zaskakujące badania. To samo IARC wydaje rekomendacje dla WHO. Czy ktoś z czytelników wie, że to właśnie Światowa Organizacja Zdrowia WHO kilka miesięcy temu przeznaczyła 150 mln dolarów na badania związane ze zmianą nastawienia środowisk lekarzy do słońca i jego oddziaływania? Czy suma 150 mln nie była wystarczająco szokująca, by napisać o tym na pierwszych stronach portalu Onet.pl? Badania te mają zapobiec dynamicznie rozprzestrzeniającej się epidemii niedoboru słonecznej witaminy D3, która - jak na ironię losu - dotarła już nawet do obszarów z natury nasłonecznionych. Leczenie chorób wynikających z niedoboru słonecznej witaminy D3 jest tak drogie, że warto zainwestować 150 mln dolarów, by temu zapobiegać.

Kampanie antysłoneczne oraz rozwój cywilizacji doprowadzają do tego, że człowiek zaczyna unikać słońca z zasady. Pozbawia się on w ten sposób 90% potrzebnej mu na co dzień do życia i prawidłowego funkcjonowania witaminy D3 - jedynego naturalnego i bezpłatnego lekarstwa, syntezowanego samoistnie podczas kontaktu naszej skóry z promieniowaniem ultrafioletowym z pasma UVB, czyli podczas opalania się. To ona chroni nas przed chorobami i daje możliwość poprawnego rozwoju naszego gatunku na planecie, którą zamieszkujemy nie przez przypadek. Zamieszkujemy ją tylko, dlatego, że od setek tysięcy lat towarzyszy nam tu słońce! Darmowe słońce to największy przyjaciel gatunku homo sapiens. To, że jest ono bezpłatne, może być jednak w dzisiejszych czasach biznesu dla wielu środowisk problemem.


Wiarygodność badań


Badania, bez podania takich szczegółów, jak: na kim zostały przeprowadzone, w jakim czasie, na jakiej ilości badanych są zazwyczaj mało wiarygodnymi źródłami informacji. Gdyby przeprowadzono je na całym świecie na setkach tysięcy ludzi, z pewnością by o tym napisano. Badania, w których następne słowo-klucz, jakim jest kozioł ofiarny, czyli solarium, spełniają rolę propagandową. W ich wynikach określa się grupę ludzi, którzy opalają się w solarium, nie pytając jednak, jak często ulegały poparzeniom na plaży, szczególnie w młodości. Czy ktokolwiek z nas może z całą pewnością powiedzieć, że jako dziecko nigdy nie poparzył się na plaży? Zapomina się również o tym, że to właśnie te światłolubne osoby stanowią największą grupę plażowiczów w lecie. Dodatkowo odwiedzają one w okresach jesienno-zimowych solarium, ponieważ odczuwają niedobory słońca. Czy - jeśli opalają się w kontrolowanych warunkach, w profesjonalnych salonach solarium - szkodzą sobie? A może przyczyniają sie do tego, aby ich organizm przez cały rok posiadał odpowiedni poziom witaminy D3, chroniąc się tym samym przed utratą ogólnej odporności? Wystarczy popatrzyć na statystyki z całego świata i porównać liczby zachorowań. Śmieszne jest również to, że samo solarium istnieje zaledwie 30 lat, tak więc 60-latkowie biorący udział w badaniach nie mieli możliwości korzystania z tych usług w czasach ich młodości.


Epidemia braku rzetelności przekazu informacji


Zanim zaczniemy więc pisać źle o słońcu, przeczytajmy kilka publikacji na temat jego roli w naszym życiu oraz zapoznajmy się z jego rolą w ewolucji naszego gatunku. Zgłębmy wiedzę na temat słonecznej witaminy D3 oraz hormonów powstających z niej w naszej wątrobie i nerkach. Zastanówmy się, dlaczego wyzwala ono w nas pozytywną energię i poprawia nasze samopoczucie, dlaczego leczy depresje jesienno-zimowe. Jak już się czegoś więcej o słońcu dowiemy, możemy przejść do tematyki profesjonalnego solarium i stosowanej w nim bardzo szerokiej palety lamp - od takich, na których możemy się opalać bez obaw 30 minut i wcale nie będziemy bardzo opaleni, do takich, przy których seans może być skrócony do minut kilku. Nie zadziwi nas wtedy fakt, że nadmiar słońca zarówno na plaży, jak i w solarium może być szkodliwy, i nikt z tego sensacji nie będzie próbował robić. Oczywiste i powszechne są przecież powiedzenia: „Co za dużo, to niezdrowo”, „Nawet najlepsze lekarstwo w nadmiarze może nas zabić”, „Wszystko jest dla ludzi, byleby z umiarem”.


Recepta na zdrowe opalanie


Korzystajmy więc nadal z dobrodziejstw zarówno słońca, jak i solarium, byleby z umiarem. To nie opalanie jest szkodliwe, lecz nadmiar promieni UV. Chrońmy się zatem nie przed słońcem, lecz przed jego przedawkowaniem. Nasza skóra sama powie, czy nie było go za wiele. Poparzenia, podrażnienia oraz bolesna lub nawet tylko swędząca skóra to wynik przedawkowania. Takie wizualne czy też odczuwalne sygnały pojawiające się na kilka godzin po kąpieli słonecznej to wyraźna skarga naszej skóry! Powinniśmy wyciągnąć z tego wnioski. Niestety, nikt nas tego w szkole nie uczył, a szkoda! Pamiętajmy, że wszystkie inne objawy powstałe w wyniku opalania - poza samym brązem - to efekt przedawkowania. Brąz stanowi tu wyjątek często mylony przez dermatologów i kosmetologów z niepożądaną reakcją obronną.


Samoczynnie zmieniający się kolor naszej skóry to nie ostrzeżenie, lecz wynik genialnego, uwarunkowanego ewolucją, genetycznego przystosowania się naszej rasy do życia w klimacie umiarkowanym przejściowym. Taka regulacja kolorem naszej skóry chroni nas przed nadmiarem słońca w lecie, jednocześnie umożliwiając syntezę maksymalnej ilości witaminy w okresach, w których nasłonecznienie naszego skrawka kontynentu maleje. To właśnie wtedy stajemy się automatycznie bledsi, by późną wiosną nabierać koloru chroniącego nas przed nadmiarem energii słonecznej w okresie nadchodzącego lata. 


Jeśli opalamy się w solarium, wybierajmy profesjonale salony z przeszkolonym personelem. Nie szukajmy też nowych lamp, najmocniejszych SUPER-TURBO urządzeń. Nie oczekujmy też, że wyjdziemy po jednej wizycie brązowi! Trwałe, a więc głębokie naturalne brązowanie naszej skóry to proces oparty na produkcji nowego pigmentu. Dziś wyprodukowany pigment może być widoczny i przebarwiony dopiero za kilkanaście dni, kiedy to wraz z nowymi komórkami skóry powędruje na jej powierzchnię. Uzbrójmy się więc w cierpliwość i opalajmy rozsądnie. Liczba profesjonalnych salonów w Polsce rośnie. W naszym kraju pojawia się również coraz więcej salonów wyposażonych w melanometry SkinControl®, umożliwiające indywidualny pomiar odporności skóry na UV oraz automatyczny dobór efektywnego i zarazem bezpiecznego czasu opalania z dokładnością co do 1 minuty. Niektóre z nich sporządzają również profesjonalne komputerowe plany opalania umożliwiające m.in. przygotowanie skóry do słonecznego urlopu.  


Redakcja zdrowe-opalanie.pl


Tematy: